Saga Detroit

Całkiem niedawno w Detroit
David Cortez

Wszystkie ważne rzeczy w życiu zaczynają się od wybuchu. Poważnie.

Pierwszy był wybuch gazu w kamienicy obok. Miałem może 10 lat i siedziałem ulicę dalej. Mieli chyba jakiś remont. Coś walnęło. Spodobało mi się na tyle, że postanowiłem „jak dorosnę zostanę żołnierzem”. Miałem na tyle rozsądku, żeby nie zafascynowała mnie fucha gościa, który remontuje kamienice i wybucha razem z niesprawną butlą czegoś..
Drugi wybuch był ciekawszy, wybuchał kawałek libijskiej rafinerii. Trochę improwizowany, ale operacja leżała i musiałem jakoś odwrócić uwagę „tubylców” i osłonić odwrót. Ten wybuch zwrócił na mnie czyjąś uwagę i z grzecznego żołnierza Delty zmieniłem się w najemnika opłacanego przez CIA.

Parę lat później, kiedy mój kumpel stracił nogę w wybuchu miny, zdecydowałem, że za stary już na to jestem. Potem w Detroit, kilka ulic od miejsca w którym wybuchłem pewnego kubańskiego handlarza bronią, spotkałem Samantę.

No a teraz ktoś się wysadza w moim klubie. Żałosne. Nie ma nic żałośniejszego, niż zamachowiec samobójca. Żadnej finezji. No ale pomijając już estetyczne ułomności tego wybuchu, zdemolował klub. I nie mogę go za to zabić..

W dodatku celem wydaje się być młody Nikitycz… Nie, żebym po nim płakał. Jednego ruskiego mniej. Ale kolejny problem. No, przesada, kolejna robota.

Kolejna. Klub do remontu, gliny, FBI.. Ruscy na szczęście w całym tym bajzlu wykazali się rozsądkiem. Kondolencje kwiaty, podejrzenia skierowane w inną stronę i po problemie. Gliny i FBI poszwędali się i poszli. Straty zostały. Ubezpieczenie się ślimaczy a zagonienie Laili do roboty bywa trudniejsze, niż obłaskawienie szefa ruskiej mafii, który właśnie stracił syna. No właśnie…

Samanta zniknęła. Santucci zniknął. Amanda zniknęła. Nie wiem, czy Samanta przygotowała mnie lepiej do jakiejś niezależności, czy taki już byłem, ale dziewczyny zniosły to gorzej. Laila kompletnie nie mogła się skupić. Pewnie specyfika klanu. Albo poza.

W sumie rozumiem Alessę. Samanta i Santucci dali znak życia. miałki i niepewny, ale dali. Amanda zniknęła a w schronieniu były ślady walki. To dawało podstawy do niepokoju. Sprzedanie się Nosferatu to może trochę przesadna reakcja, ale… kto wie, może jest to jakieś podejście. Na pewno ciekawy eksperyment. Wart obserwacji.

Nie powiem, żebym się nie martwił. Sam niby dzwoni, ale jej nie słychać. Ktoś podrzuca mi do schronienia jej fotki. Fotki ze spotkań, których ona nie pamięta (tjaa, w całym zamieszaniu pojawiła się na chwilę i znowu zniknęła). Pamiętała natomiast dziury w pamięci. No i zasadniczo nasze spotkanie było raczej ewakuacją na gorąco. Ścigali ją ludzie przygotowani do walki z wampirem. Dziwne rzeczy..

Niemniej w całym tym bajzlu ze stwórcami wydaję się być najbardziej wyluzowany. Wiem, bezstronnym obserwatorem to ja nie jestem..

Ale do rzeczy. Ktoś podrzucił mi fotki do schronienia. Nie nagrał się na monitoringu.. Schronienie spalone. Świetnie. Jakoś w tym czasie pojawił się kolejny wybuch. Wydawało mi się, że ktoś siedzi w moim samochodzie. Więc wysiadłem i wysadziłem go. No i trochę zignorowałem temat. Błąd. Zignorowane problemy mają tendencję do wracania ze zdwojoną siłą. Ale w całym tym chaosie ciężko wszystko obskoczyć.

Do chaosu dołączyły jeszcze 2 wampiry które postanowiły wylądować w porcie. Jeden z nich postanowił się przedstawić i oczywiście książę się wściekł. Debil. Jakby wjazd i wyjazd z tego miasta były dla kogokolwiek (poza Saltem) problemem. Jestem całkiem przekonany, że mógłbym przemycić mu do miasta i 50 wampirów i wszystkich przyprowadzić, żeby się przedstawili. Dzięki mnie przynajmniej wiedział jak te francuski się tu dostały i że są tu dwie. A ten zamiast być wdzięcznym dalej stroi fochy, że czegoś nie dopilnowałem. Idiota. I jeszcze proponuje mi zorganizowanie dorocznego balu. Może jeszcze codzienne śniadanko.. To był pierwszy moment kiedy przemknęło mi przez głowę, czy też nie sprzedać się Nosferatu. To była ciekawa myśl, ale długo nie pożyła. Za duży chaos.. A biznes leży odłogiem…

No dobra chaos chaosem, ale trzeba by to wszystko poukładać. Pierwszy efekt wydawał się pochodzić ze sprzedania się Alessy. Dostała lokację Amandy. Ja dostałem zlecenie od Samuela, żeby jej pomóc. Drań. Na pewno wiedział, że lokacja to melina Kruka. Pewnie wiedział, że miejsce śmierdzi. Mógł nie wiedzieć, że spotkamy tam wilkołaka. Ale i tak wydaje się, że chciał nas lub niektórych z nas wrobić lub uwikłać. Robocza hipoteza: chciał nas uwikłać w konflikt z Krukiem / Brellem, żeby zwalić na nas jego zabójstwo. Nawiasem pisząc, piękny przykład przesadnego polegania na pomocy starszych. Ciekawe jak będzie musiała zapłacić za telefon Samuela do mnie..

Akcja mogła skończyć się różnie, zważywszy na cokolwiek irracjonalną i impulsywną szarżę Alessy. Na szczęście spotkany tam wcześniej Wilkołak był na tyle miły, że swym cielskiem rozbroił pułapki na wejściu. Był też na tyle niekompetentny, że nic w środku nie znalazł. I poszedł. My znaleźliśmy. Nie Amandę, ale jakieś ukryte laboratorium. I strzegące je stworzenie. Nazwa robocza: demon. Nie z tego świata zdecydowanie. I mówi to wampir.

Ta noc dopiero się jednak zaczynała. Po powrocie w Kalashnikovie znaleźliśmy naszych kochanych stwórców. Ładnie zakołkowanych, ułożonych w równe kółeczko. Dookoła moi pracownicy, totalnie zdominowani (na moje niewprawne oko). A w środku martwy Brell.

Patrzyłem i nie wierzyłem, jak dwa wampiry, władcy świata, rzucają się bez chwili zastanowienia w środek ekstremalnie dziwnej i ukartowanej sytuacji, która mogła się okazać wszystkim od pułapki poczynając. Całe moje życiowe i nieżyciowe doświadczenie krzyczało do mnie, że jak kumpel wszedł na minę, to nie pomogę mu biegnąc do niego z łzami w oczach i detonując następną minę obok. Ale pobiegły.. Co zrobić. Postarałem się przynajmniej zaimprowizować zabezpieczenie terenu, kiedy one szarpały się z kołkami. Dwa kołki nie wytrzymały szarpania a Alessa zaczęła strzelać do Santucciego, kiedy ten postanowił jej pomóc w wyciąganiu kołka Amandy. Pełen profesjonalizm… A podobno to faceci myślą innymi organami niż mózg… No dobra przyznam, że ciągnęło mnie do kołka Sam, i to bardzo, ale mózg wygrał. To się robi niebezpieczne powoli. Ja tam zasadniczo jestem za koterią i współpracą, naprawdę, ale jak tak dalej pójdzie to one zabiją mnie szybciej niż Samuel. Muszę coś wymyślić..

Na szczęście nic nie wybuchło. Wszyscy wstali i zaczęli myśleć. Usunąć świadków, usunąć dowody. Ci nasi „rodzice” zaczynają działać mi na nerwy. Oczywiście poznikali i zajęli się swoimi sprawami. A Wy dzieci radźcie sobie sami. Zlikwidowałem ciało, Laila posprzątała a Alessa podrzuciła telefon do domu Kruka. Gdzie przy okazji coś znalazła. I bezczelnie zagarnęła dla siebie. Nie, żebym się jej dziwił. Nie wykluczam, że zrobiłbym podobnie.. Ech, miejmy tylko nadzieję, że nie trafi z tym do Samuela. Ale to potem.

Najpierw, spęd u księcia. Spęd nie potoczył się jak było planowane. Frakcja Nosferatu pojawiła się w mundurkach i ewidentnie coś kombinowała, ale w ostatniej chwili odpuścili. Dlatego, że książę przedstawił wszystkim swojego wnuka? Czy dlatego, że Brell, którego ciało godzinę wcześniej wrzuciłem do pieca hutniczego stał sobie jak nigdy nic u boku księcia?

Strzelałbym w opcję nr. 2. Hmm. Nie daje mi spokoju wizja Alessy zaciągającej długi u starego Samuela, proszącej o strzępy informacji o jej stwórcy i Amandy leżącej sobie w tej samej kamienicy kilka pięter niżej z kołeczkiem w sercu….

View
Zabierze nas wiatr

Ja nie boję się drogi, którą muszę przejść,
Wy musicie to zobaczyć, musicie tego spróbować,
W różnych kierunkach, aż do nicości,
A wszystko zmierza ku lepszemu…

Wiatr je poniesie…

Blask wiadomości do Wielkiej Niedźwiedzicy,
I trajektorię lotu,
Do welwetu chwili,
Nawet, jeśli w pustkę…

Wiatr je poniesie…
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr…

Czułość w zasięgu strzału,
Rozdzierający ból otwartych ran,
Smak innych dni,
Wczoraj i jutro…

Wiatr je poniesie…

Kody genetyczne naszych ciał,
Chromosomy w atmosferze,
Taksówki do innych galaktyk,
I lot mojego zaczarowanego dywanu…

Wiatr je poniesie…
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr…

Perfumy o zapachu naszych martwych lat,
Tych, które mogą zapukać do waszych drzwi,
Nieskończoność przeznaczenia,
Nasza przeszłość, co ją zatrzyma?

Wiatr je poniesie…

W czasie przypływu
Kiedy każdy robi rachunek sumienia
Zabieram ze sobą, wyżłobioną w moim cieniu
Garść Twoich prochów…

Wiatr je poniesie,
Wszystko zniknie,
Kiedy zabierze nas wiatr…

View
Słodkich snów

Słodkie sny są z tego stworzone
Kim jestem, aby się z tym nie zgodzić?
Przemierzyłem świat i siedem mórz
Wszyscy czegoś szukają
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystac
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich użył
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystać
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich wykorzystał
Słodkie sny są z tego stworzone
Kim jestem, aby się z tym nie zgodzić?
Przemierzyłem świat i siedem mórz
Wszyscy czegoś szukają
Niektórzy z nich chcą cię użyć
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich użył
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystać
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich wykorzystał
Chcę cię użyć i wykorzystać
Chcę wiedzieć, co w tobie siedzi
Rusz się! Rusz się!
Rusz się! Rusz się!
Rusz się! Rusz się!
Rusz się!
Podnieś głowę wysoko, rusz się
Trzymaj głowę wysoko, rusz się
Podnieś głowę wysoko, rusz się
Trzymaj głowę wysoko, rusz się
Podnieś głowę wysoko, rusz się
Trzymaj głowę wysoko, rusz się
Słodkie sny są z tego stworzone
Kim jestem, aby się z tym nie zgodzić?
Przemierzyłem świat i siedem mórz
Wszyscy czegoś szukają
Niektórzy z nich chcą cię użyć
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich użył
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystać
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich wykorzystał
Chcę cię użyć i wykorzystać
Chcę wiedzieć co w tobie siedzi
Użyję cię i wykorzystam
Chcę wiedzieć co w tobie siedzi

View
Całkiem niedawno w Detroit II

David Cortez (Mekhet)

LogoMekhetRedWizje wizjami, ale jedno jest pewne. Ktoś nami pogrywa. Bolesna świadomość. Bycie wykorzystywanym to jedno. Wykorzystywała mnie CIA, wykorzystywała Sam, zdarza się. Ale wtedy przynajmniej wiedziałem że jestem wykorzystywany i na ogół mniej więcej po co. Teraz mam najwyżej 3-4 podejrzanych i zero wskazówek na temat agendy. No cóż, nie ma co się nad sobą użalać, trzeba w końcu coś wyjaśnić. I dla odmiany samemu coś wysadzić.

Szczególnie, że najwyraźniej niejedna osoba kopie pod nami dół. Porwanie trzech starszych wampirów to raczej poważny interes. Rysowanie ptaków na drzwiach, nasyłanie kontroli i gangerów to raczej mniejszy kaliber. Zdecydowanie w naszym zasięgu. Pytanie, czy to Kruk, czy ktoś się pod niego podszywa. Strzelam w opcję nr. 2, ale trzeba to potwierdzić.. Przynajmniej, po tym jak rozprawił się z ludźmi których zatrudnił, mam przekonanie, że to wampir.

Sam ma odloty i ataki amnezji. Zdecydowanie bardziej pasował mi układ, kiedy to ona mnie niańczyła, nie na odwrót. Szczególnie, że cały czas nie mówi mi wszystkiego, z przerwami na kłamanie. Ciekawe kiedy się zorientuje, że oszukiwanie mnie nie przychodzi jej już tak łatwo jak kiedyś…

Wspominałem już, że samobójca, który rozwalił mi knajpę miał na ciele jakieś dziwne runy czy symbole? Alessa też miała styczność z tą symboliką u jakiejś dziewczyny w fundacji. Podobne miał koleś, który odebrał z portu dwie Francuzki. No i w końcu udało mi się ruszyć ten temat. Spotkanie z rumuńskim profesorem było pełne niespodzianek. Po pierwsze, nie byłem tam pierwszy. Policja i Opus Dei też bada temat. Po drugie, zabezpieczył się całkiem profesjonalnym kręgiem ochronnym. Czarodziej jakiś, czy coś?.. Ależ mnie kusiło, żeby sprawdzić jak jest odporny. Po trzecie, bezczelnie mnie sprawdzał. Podejrzewał, czy wiedział kim jestem? Po czwarte, poza papką dla mas, sprezentował/ pożyczył mi książkę. Nic, że wypaliła mi rękę. Nic, że nie potrafię jej otworzyć. Porządne zabezpieczenia świadczą na ogół o wartościowej zawartości…

Ale nie tak od razu. Oczywiście impreza na cmentarzu nie miała szans w konkurencji z nową książką. Do czasu. Telefon z tekstem „Jak chcesz uratować tą twoją Lailę to bądź na cmentarzu za 2 minuty” wpisywał się w serię irracjonalnych zachowań mojego stwórcy. Latać mnie jeszcze nie nauczyła. Niemniej zwinąłem się natychmiast i dojechałem 20 minut później..

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Sam stoi przed parą bliźniaków i pojedynkuje się wzrokiem a Laila wisi wczepiona w bramę cmentarza. Jak się później dowiedziałem, Laila zobaczyła Santucciego z dwoma francuzkami i chciała go uratować. Taa, faktycznie potrzebował ratunku..No i oczywiście ratunek musiał polegać na przebijaniu głową muru.. Albo bramy..

Ale żarty na bok. Bliźniaki wyglądały poważnie. Pręty wbite w Lailę żyły i owijały się wokół. Sam przywitała mnie jękiem z gatunku „uciekaj, bo zginiesz”. Klimat jej przyszedł na heroizm.. Spróbowałem w głowę z przyłożenia, ale.. pistolet nie wystrzelił. Cóż, to by było zbyt proste. Sam wyglądała, jakby miała się zaraz przewrócić, więc uznałem, że taktyczny odwrót jest najlepszym rozwiązaniem. Pociąłem trochę Lailę nożem, żeby luźniej wisiała na prętach i wyszarpnąłem ją z bramy. Wrzuciłem do samochodu i odpaliłem. Przejechałem koło Sam, żeby mogła wskoczyć na pokład i zniknęliśmy za rogiem. Za sobą usłyszeliśmy krzyk ostatecznej śmierci wampira.

Chwila przerwy na leczenie i ustalenie co się właściwie stało. Okazało się, że Alessa też uczestniczyła w zabawie, ale dostała szybki mentalny Knock-out. Laila otarła się o śmierć.

Wniosek: Skakanie na gościa pojedynczo jest raczej bezcelowe. Niestety współpraca i zgranie przychodzi wampirom cholernie trudno..

W ten sposób francuski wylądowały wysoko na liście priorytetów. Skoczyliśmy na drugi cmentarz zobaczyć grób przy którym widzieliśmy je po raz pierwszy. Laila znalazła ciuchy Santucciego. Sam oczywiście gdzieś się zawieruszyła. Może to i lepiej, bo kiedy Laila postanowiła rozkopać nagrobek znaleźliśmy dwie rzeczy. Runy ochronne i zwłoki. Pięć kompletów zwłok. Szkieletów właściwie. Dwa z nich śmierdziały krwią Samanty… Moją…

View
Samanta

Samanta Connors (Mekhet)

Osłabienie nie minęło po odpoczynku. Było nawet głębsze niż myślała. Wampirzyca przesunęła stalowe drzwi i przeszła do drugiego pomieszczenia. Żelbetowe ściany były surowe, ze śladami po deskowaniu. Do sufitu przymocowano stalowe haki z łańcuchami.

Na jednym z nich wisiała młoda dziewczyna dostarczona przez ghula przedwczoraj, a może wczoraj. Nie pamiętała. Tak to jeszcze jeden z objawów. Nawet David zaczął to dostrzegać. Dziwne iż pojawiły się szybciej niż myślała.

Gdy zrobiła krok w kierunku dziewczyny omal nie upadła. Głód przyszedł falą. Wściekła za własną słabość Samanta wgryzła się w dziewczynę. Za pierwszym razem nie trafiła w tętnicę tylko wyrwała kawałek ciała. Krew buchnęła strumieniem. Zanurzyła się w czerwonym strumieniu. Piła całym ciałem. Dziewczyna zmarła po posiłku. Samanta odsunęła się.

Trzeba się spieszyć.

W skrytce została jeszcze tylko jedna porcja lekarstwa. Ale czy David będzie w stanie jej pomóc? Czy jest na tyle silny, czy zyskał już odpowiednią siłę by pomógł jej zmierzyć się z klątwą…

Noc spędziła w Pokoju Pamięci. Tak go nazwała. Przed świtem wykonała kilka telefonów. Podjęła decyzję. Nie podda się Białemu Snu jak nazywał go jej Stwórca. Uśmiechnęła się. On na pewno nie będzie już śnił….

Ale David… i Layla. Myślał że nie wyczuła jak się pożywiali. I córka Amandy. Niebezpiecznie zbliżają się do Samuela. A do tego nie mogła dopuścić…

View
Ikona

Jeśli próbujesz być ikoną,
ikona staje się Tobą.
Jeśli pragniesz być modelem,
będziesz wybieg mieć przed sobą.
Jeśli starasz się chodzić w zwykłych butach,
wtedy one skrzywią Cię.
Jeśli zechcesz znowu dzieckiem być,
to dziecko porwie Cię.

Wiesz, że to prawda:
ten facet, którego znasz, to cóż, tylko Ty.
i nie ma nic, co mógłbyś zrobić,
To tak jak drzwi, przez które nie możesz wejść.
Kiedy nie ma już nikogo, kogo można ogłupić,
nie idź, nie utoń w tym starym basenie.
Nie oszukuj się.

Więc nie próbuj być ikoną,
poznaj „ja” we wnętrzu swym.
Ten obraz, który tworzysz,
nie wygląda tak jak Ty.
Masz rację, niezła próba,
ale kiedy farba schnie,
my wszyscy to małe ikony:
super Ty i super ja.

Wiesz, że to prawda:
ten facet, którego znasz, to cóż, tylko Ty.
i nie ma nic, co mógłbyś zrobić,
To tak jak drzwi, przez które nie możesz wejść.
Kiedy nie ma już nikogo, kogo można oszukać,
nie idź, nie utoń w tym starym basenie.
Nie oszukuj się.

Potrzebuję by ktoś wskazał
to, co właśnie odrzuciłem.
Chcę aby piękny anioł
przedstawił mi to na tacy.
„Nie byłeś nigdy jak ikona”,
rzekł ten facet podejrzany.
„Ale nie próbowałeś nigdy zmienić mnie,
i tak poczyniłem zmiany”.

Wiesz, że to prawda:
ten facet, którego znasz, to cóż, tylko Ty.
i nie ma nic, co mógłbyś zrobić,
To tak jak drzwi, przez które nie możesz wejść,.
Kiedy nie ma już nikogo, kogo można oszukać.
Nie idź, nie utoń w tym starym basenie.
Nie oszukuj się.

Kiedy nie ma już nikogo, kogo można oszukać.
Nie idź, nie utoń w tym starym basenie.
Nie oszukuj się.

View
Aus-4V

film jest fikcją tylko na potrzeby sesji RPG…
UWAGA: film 18+…. nie, nie ma porno

View
Całkiem niedawno w Detroit III

No dobrze, może i pachniały krwią Samanty, ale w niczym nie studziło to moich emocji. To że czegoś nie rozwaliłem, nie wpadłem w szał ani nie poleciałem do niej od razu to jakiś cud. Znaczy, siła samokontroli. I cud. Przez dwadzieścia kilka lat żyłem, z braku lepszego określenia, w przekonaniu, że jestem kimś. Przynajmniej dla niej. W końcu nie byle komu przekazuje się dar… A jednak byle komu. A jednak jestem tylko kolejnym obiektem jakiegoś chorego eksperymentu. Którym? Dlaczego? Kolejne pytania do listy. Kto wysadził knajpę? Kto mnie śledzi? Kto rzuca kłody pod nogi? Dlaczego? Kto ich uwięził i podrzucił w klubie? Dlaczego? …

Wystarczy. Tryb grzecznego chłopca czas zawiesić na kołeczku. Kiedyś się przyda. . Po pierwsze, operacja „Freedom”. Jakoś przekonam Lailę. Po drugie, książka. Udało się. Mieszanina determinacji i mocy nieśmiertelnej krwi dała radę. Jak przypuszczałem, zawartość jest ciekawa. Teraz tylko 2 tygodnie spokoju, żeby ją przeczytać. Po trzecie …. Kto znowu dzwoni!!?. .. Po trzecie poważna rozmowa z rodzicem.. Poszła nawet nieźle. Nie, żeby powiedziała całą prawdę, nie. Ale trochę prawdy to już jakiś postęp.
Dziewczyny pojechały obejrzeć schronienie Santucciego. Hmm. Nie zabranie mnie na przeszukanie schronienia wampira … było pewnym rozczarowaniem. Trochę cieszyłem się na tą wizytę. Pewnie coś bym ciekawego znalazł. Może nawet rzuciłoby to nieco światła na sytuację. Ale nic straconego, pewnie jeszcze tam leży.. Przywiozły stamtąd kluczyk do skrytki. OK, zlokalizowaliśmy skrytkę, odzyskaliśmy zawartość. Czyli film. Santucci ewidentnie interesował (lub interesuje) się tematem drugiej wojny i dzieci, które po wojnie trafiły w te okolice. Film też był …wojenny. Hitlerowcy zapędzają ludzi do jakiegoś artefaktu, sarkofagu czy monumentu a ten wysysa z ludzi życie. Jednym z hitlerowców jest Brell. SS. To rzuca nowe światło na naszego ukochanego Antoine. Sporo wyjaśnia.
Tymczasem, w międzyczasie, sytuacja postanowiła znowu się skomplikować. Zaprosiła nas do siebie Ashante. W trybie pilnym. I zażądała zwrotu tego co zabraliśmy. Z nory Kruka. To było nawet miłe. Dowiedziałem się co Alessa zabrała z rzeczonej nory. Czyli próbki krwi różnych wampirów. W tym Samanty. Niestety, nie tego szukała Ashante. A właściwie wilkołaki. Jakaś pieczęć, która może otworzyć bramę, przez którą przepełznie coś potwornego. Albo zamknąć bramę zanim coś przepełznie. Więc jak nie oddamy, to wilkołaki będą szaleć po mieście. Palić, gwałcić, mordować. Skoro są tacy straszni, to ciekawe czemu sami nie potrafią znaleźć swojego magicznego kamienia. Nie lubię gości z przerostem wiary w siebie. Wiem, może sam też to mam, ale ciężko się z nimi negocjuje.
Nieważne. Trzeba poszukać tej nieszczęsnej pieczęci, bo znowu będzie trzeba sprzątać klub po jakiejś zadymie. No i zapewne ma to związek z Brellem, Krukiem i ich albo jego planami. A plany trzeba pokrzyżować, bo… No właśnie, Ashante twierdzi, że to potomek Brella nam bruździ. Jakub jakoś od początku nie wzbudził sympatii i trochę pasuje jako klocek tej układanki. Znacznie lepiej, niż Kruk. Z drugiej strony, jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby książę tak bez oporów czyścił swoje stronnictwo. Aż tylu sojuszników w tym mieście nie ma, żeby beztrosko pozbyć się kogokolwiek. Czyli Brell zapewne wbija mu kołek w plecy. Słodko. To już chyba wolałbym Samuela.. Chociaż w sumie to nie wiem..

View
Dawno temu... Samuel

Samuel (Nosferatu)
Buffalo, czerwiec 1901 roku

LogoNosferatuRedOparty ręką o gzyms kominka wpatrywał się w płomienie pochłaniające wrzucone doń listy. To był jego czwarty letarg i w dodatku najkrótszy, ale i tak po przebudzeniu poczuł się samotny i zziębnięty. To nie był chłód w rozumieniu fizjologicznym. Raczej pustka. Tęsknota. Żal po stracie Rustama nie minął mimo iż upłynęło już pięćdziesiąt lat. W końcu to blisko dwa wieki wspólnych doświadczeń i fascynacji zmianami świata.

Teraz to widział. To nie było dobre przebudzenie. I jeszcze to. Zapadł w sen w nadziei iż ziarna jakie zasiał zakwitną i przyniosą spodziewane plony. Teraz spotkał go wielki zawód. Nadal był samotny. Swego Daru nie przekaże wybranej osobie. Ktoś go ubiegł. Widział ją wczoraj wieczorem.
Stała w tłumie rozgorączkowanych robotników. Czuł wielką charyzmę, pragnienie zmian.. Niemal widział jak jej energia niczym światło paleniska ogarnia otaczających ją ludzi. Taki potencjał.. Pokiwał głową.
Był zły.. Bardzo zły. Zdusił gniew i odwrócił się do siedzącego w fotelu przystojnego młodzieńca. Ten drgnął czując na sobie Wzrok, mimo to splótł dłonie by zapanować nad drżeniem. Dobrze. Pomyślał. Nicolas był mu winien przysługę. O to co zamierzał nie będzie rościł pretensji.
– Panie Bloom – Przeciągnął ostatnią literę – Bardzo ceniłem pańskiego ojca za dyskrecję i profesjonalizm.
– A my pana, jako najważniejszego naszego klienta.
– Przykro mi zatem było stwierdzić iż moje zamierzenia się nie dopełniły. A nakłady zostały zniweczone.
Młodzieniec skinął głową i pokręcił z wahaniem głową.
– Pan wybaczy, wydał pan szczegółowe polecenia i zostały one zrealizowane. Datki na sierociniec przekazywano regularnie, opłaty za szkołę i inne z tym związane zobowiązania były natychmiast regulowane. Panie hrabio, nie mogliśmy przewidzieć temperamentu tej panny. Jej ucieczka, potem fascynacja programem socjalistów, nieudane małżeństwo, strata dziecka a teraz inny opiekun. Naprawdę jest nam przykro. To było niespodziewane, nikt nie mógł przewidzieć.
– Ja mogłem… I ktoś mnie ubiegł.
– Przepraszam, nie rozumiem. Próbowaliśmy dotrzeć do jej .. Opiekuna. Ale było to niemożliwe. Wiemy że zniknął. O tym jesteśmy pewni. Pojawiło się nawet imię. Loke. Jak ze skandynawskiej mitologii.
– Nie szkodzi. Proszę więcej w tej kwestii już nic nie robić. Panie Bloom, rozumiem iż jest Pan spadkobiercą i całkowicie przejął pan schedę po ojcu?
– Tak, panie Liberszyc.
– Doskonale. Widzę iż ojciec zdradził Panu kim jestem… Proszę nie przeczyć, widzę to, chodź muszę przyznać potrafi Pan to maskować. Dlatego możesz pan być dla mnie użyteczny. Bez ogródek spytam czy podda się pan …
– Mój ojciec panu odmówił – Samuel przytaknął.
– Ceniłem tę niezależność.
– Ja tego nie zrobię. Czekałem na to i bałem się.. że nie doczekam – opanowanie całkiem opuściło mężczyznę. Nawet ramiona mu drżały – Jestem gotowy… Panie.
– Dobrze… Przybliż się…
– Ja, Samuel Liberszyc, pan Poenari przyjmuję cię na moją służbę. Oto moja krew, którą cie naznaczam. Da ci siłę i moc, da opiekę której potrzebujesz, da potęgę której pragniesz. Twoja krew należy zaś do mnie i do mnie należy twe posłuszeństwo… a teraz pij…

View
Statek niewolniczy

Statek niewolniczy (ang. The Slave Ship) – wystawiony pierwszy raz w 1840 obraz autorstwa brytyjskiego malarza Williama Turnera. Dzieło znajduje się w Museum of Fine Arts w Bostonie w Stanach Zjednoczonych i w zbiorach Samuela

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.