Saga Detroit

Uczta Baltazara

John Martin – Uczta Baltazara
(1820), 95,3 × 120,6 cm, Yale Center for British Art, New Haven

View
Das Model

Ona jest modelką i dobrze wygląda
chętnie biorę ją dziś do siebie do domu!
Ona jest zimna i nieprzystępna
Dopiero przed kamerą pokazuje co potrafi!
W nocnych klubach pije zawsze szampana (prawidłowo!)
i skontrolowała tu już wszystkich mężczyzn!
W świetle reflektorów jej młody uśmiech promienieje
Ona dobrze wygląda, a za urodę się płaci – o tak
Wystawia się na widok dla towaru
i jest oglądana przez miliony oczu
Jej nowa okładka jest wprost bajeczna
muszę ją znów zobaczyć, wierzę, że jej się udało!

View
Całkiem niedawno w Detroit IV

No i książę pokazał pazurki. I nie, nie mam namyśli nowego zwierzaka. Co zasadniczo potwierdza moje podejrzenia. To Samuel i gang Olsena zakołkowali naszych rodziców i chcieli ich wrobić w zabicie Brell’a. O zabiciu Brell’a nie wspomnę. Ciężko powiedzieć ile wie Deveraux, ale widać wystarczająco, żeby pokazać Samuelowi miejsce w szeregu.

Ściąganie ludzkiej podopiecznej Samuela na wampirzą imprezę, która może się skończyć małą jatką.. Muszę przyznać, wyszukana złośliwość.

Mamy też nowych gości. Najwyraźniej gości księcia. Mieszkają w jego domenie, jeżdżą jego brykami, diabolizują jego poddanych… Ok, spekulacje. Ale takiej reakcji Laili na widok innego wampira jeszcze nie widziałem. Nie słyszałem też nigdy o sposobie na maskowanie aury. Nie mam złudzeń, że jest na tym świecie sporo tricków, o których nie słyszałem, ale świadczy to o wiedzy lub sile osoby znającej te sposoby. Nowa je zna. Szkoda, że nie zdążyłem się lepiej przyjrzeć jej towarzyszowi. Dojdziemy i do tego..

Na razie nurtuje mnie inna kwestia. Popsuć książęcą intrygę, czy nie popsuć. Oto jest pytanie. Alessa pewnie i tak spróbuje. Ma jakąś irracjonalną sympatię do Samuela. Byłoby niefartownie, gdyby ktoś ją na tym złapał. Zresztą, mały dług wdzięczności ze strony starego Nosferatu raczej nie zaszkodzi. Zwłaszcza tego. Byle po cichu..

Tymczasem, Malkowich. Jak się okazało, potomek Samuela. Spędza czas w kościołach kontemplując swoja potworność. Trochę dziwny, ale skojarzył miejsce z którym związane są piórka. Najwyraźniej, lepiej ode mnie orientuje się w lokalnych kanałach. Pojawiło się lekkie ukłucie zazdrości, ale z drugiej strony… Nie sposób nie zauważyć, że odczytałem te same ..obrazy co John, ale mnie w tym czasie żaden demon nie przejął… Nie musiałem zjadać jakiegoś starego pierza.. Wolę moje sposoby.. Ale nie ma co narzekać.. w końcu pojawiają się odpowiedzi i wskazówki. Wiemy gdzie idziemy..

View
Alessa - niedawno w Detroit

Alessa (Ventrue)

Spotkałam Boga. Zawsze uważałam Go za taniego pozera.
Kiedyś przez czternaście dni torturowałam młodą kobietę. Badałam wtedy granice miłości. W każdej chwili, jednym słowem mogła przerwać swoje cierpienia, ale wtedy zabiłabym jej dziecko. Nie poddała się do śmierci. Najdziwniejsze było to, że się pomyliłam i dziecko wcale nie było jej. Ona o tym wiedziała. W ogóle nie miała dzieci. Przez dwa tygodnie cierpieć katusze za obcego dzieciaka… Przyznacie, że w tej perspektywie parę batów i kilka godzin na krzyżu za całą ludzkość to doprawdy niewiele. Zwłaszcza gdy ma się w planach zmartwychwstanie.
Nie pierwszy raz pożywiałam się w kościele lecz do tej pory mnie ignorował. Dzisiaj po raz pierwszy poczułam Jego obecność i gniew. To było przerażające i satysfakcjonujące doznanie. W końcu najbardziej obraźliwa jest dla nas nie nienawiść, ale obojętność.
Ostatni krzyk umierającego wampira rozdarł powietrze i wszystko stało się nagle bardziej rzeczywiste. Fragmenty układanki tu i ówdzie do siebie pasują lecz wciąż brak brzegów i krawędzi.
I czasu.
Porażka Samuela- starego i potężnego Nosferatu w jego nie do końca jasnej intrydze przeciwko Xawierowi Devroux – Księciu Detroit wywołała kontrę. Finał ma mieć miejsce jutro, podczas pokazu mody w klubie Sukkub. Układ sił zmienił się, a Laila, David i ja jesteśmy powiązani ze słabszą, mam nadzieję tylko pozornie, stroną konfliktu.
Książę poznał słabość Samuela. Na imię jej Ćatalina i jest człowiekiem. Wydaje się nie wiedzieć o prawdziwej naturze Samuela. Zwabiono ją do Detroit i zapewne stanie się poczęstunkiem na jutrzejszej imprezie w Sukkubie. Czy ma to Samuela sprowokować, czy upokorzyć tego nie wiem, ale nasza trójka raczej została przeznaczona do odstrzału, albo na stół.
W najlepszym razie uplasujemy się na samym dnie tutejszej społeczności. A właśnie, Samuel uważa, że ktoś z jego najbliższych sojuszników go zdradził. Poznałam to po nowym obrazie, który wisi u niego w gabinecie.
Santuci zaginiony lub martwy ojciec Laili poszukiwał na prośbę Samuela, informacji o Księciu i jego synu Brellu. Wszedł w posiadanie interesującego filmu, który pewnie mógłby narobić nieco radosnego chaosu gdyby wyświetlić go podczas pokazu w Sukkubie.
Zanim do tego dojdzie trzeba wraz z Malkowichem synem Samuela odnaleźć Kamień Księżycowego Dziecka, który prawdopodobnie ukryty jest w Detroit Windsor Tunel. Został skradziony Krukowi, najprawdopodobniej przez Brella i jego potomka Jakuba. Służy do otwierania portali poza nasze tu i teraz. Brell i jego poplecznicy używają go i korzystają z mocy nadnaturalnych istot spoza naszego więzienia zwanego rzeczywistością. Zaalarmowało to wilkołaki, które uważają się za kogoś w rodzaju strażników. Jeżeli nie dostaną Kamienia zrobią spacer przez miasto i poszukają same. Nie byłoby to takie złe, ale trzeba dość precyzyjnie wskazać im czas, miejsce i naturalnie winnych.
Najbardziej zdumiewające jest to, że stworzyliśmy Koterię. Znaczy się David, Laila i ja. Zgodziłam się bo nigdy wcześniej tego nie robiłam, a zważywszy na okoliczności mogę już nie mieć okazji. O ile dobrze zrozumiałam Dawida, a nie było to łatwe bo użył strasznie dużej liczby słów, bycie Koterią oznacza, że powinniśmy być wobec siebie lojalni, czyli nie próbować się zabijać ani wbijać w siebie noży. Chyba o brak zdrady mu chodziło.
David jest najzabawniejszym wampirem jakiego spotkałam, bo wydaje się w ogóle nie zauważać, że przestał być człowiekiem. Innych spokrewnionych też traktuje jakby byli ludźmi i oczekuje, że będą po ludzku się zachowywać. Na przykład bardzo się zdziwił gdy powiedziałam, że zawsze zabijamy to co kochamy. Wydaje mu się, że niby jak stał się nieumarłym?
Laila z kolei jest zupełnie, dokładnie i absolutnie inna niż ja. Dlatego jej towarzystwo jest ciekawe choć też męczące. Próba przewidzenia tego co za chwilę zrobi lub zrozumienia co właśnie zrobiła, to jak lizanie chaosu przez słomkę. Niezłe ćwiczenie choć ociera się o granice niemożliwości. Ona wydaje się w ogóle nie rozumować, a jedynie odczuwać, a u mnie zawsze ze zrozumieniem uczuć szło ciężko.
Ostatnio poczyniłam znaczne postępy i już nie muszę zabijać człowieka by zrozumieć o co mu chodzi. Rozpoznaję całkiem wiele emocji. Nie potrzebuję pić czyjejś krwi by wiedzieć że jest zmartwiony, zadowolony, znudzony czy zaciekawiony. Wcześniej rozróżnianie zwłaszcza tych na „Z” sprawiało mi problem. Dostrzegam też różnice między sposobem odczuwania ludzi i wampirów. Miło rozumieć reakcje rozmówcy, umieć na niego wpływać, a brak konieczności zabijania ma wiele plusów. Podstawowy to taki, że umarli nie plączą się za mną wszędzie. Nie muszę pamiętać by nie mówić do nich gdy inni patrzą.
Są też rzecz jasna minusy. Te emocje jakoś tak przylepiają się do mnie i nie dają zignorować. Kiedy kogoś rozumiesz to trudno zachować obiektywizm i nad rozsądkiem przeważać zaczyna kaprys.
Jak to, że chcę poprzeć Samuela i choć znalazło by się sporo przyczyn racjonalnych, to nie będę ukrywać przed samą sobą, że zwyczajnie mniej go nie lubię od innych. A Brella z kolei bardziej, najbardziej nawet. Mam ochotę zadawać mu ból. Mam nadzieję, że to nie przez to, że torturował Amandę. To byłoby niewybaczalnie głupio sentymentalne. Zwłaszcza, że sama chciałam ją zabić. To naturalne. Matka ma moc by mnie kontrolować, a ja cenię sobie wolność. Teraz nie chcę. Zrozumiałam, że może mnie jeszcze wiele nauczyć.

View
Czerwień róż

Dziewczyna zobaczyła małą różę
Rozkwitła tam na jasnych wzgórzach
Zapytała swojego ukochanego
Czy może ją dla niej zdobyć
Chce jej i to jest w porządku
Tak było i tak zawsze będzie
Ona jej chce i taki jest zwyczaj
Dostaje cokolwiek zechce
Trzeba wykopać głęboką studnię
Jeśli chce się czystej wody
Czerwień róż, och czerwień róż
Głębokie wody nie są spokojne
Młodzieniec wspina się z trudem po górze
Widok jest mu całkiem obojętny
Myśli tylko o małej róży
Zaniesie ją swojej ukochanej
Chce jej i to jest w porządku
Tak było i tak zawsze będzie
Ona jej chce i taki jest zwyczaj
Dostaje cokolwiek zechce
Trzeba wykopać głęboką studnię
Jeśli chce się czystej wody
Czerwień róż, och czerwień róż
Głębokie wody nie są spokojne
Pod jego butami kruszy się kamień
Już nie chce być przy skale
I krzyk oznajmia wszystkim
Oboje spadają na ziemię
Chce jej i to jest w porządku
Tak było i tak zawsze będzie
Ona jej chce i taki jest zwyczaj
Dostaje cokolwiek zechce
Trzeba wykopać głęboką studnię
Jeśli chce się czystej wody
Czerwień róż, och czerwień róż
Głębokie wody nie są spokojne

View
Pojmanie Chrystusa i epizod z Malchusem

Gerard Douffet – Pojmanie Chrystusa i epizod z Malchusem 1620r
– aktualnie w Museum of Fine Arts w Bostonie i …. zbiorach Samuela

View
Statek niewolniczy

Statek niewolniczy (ang. The Slave Ship) – wystawiony pierwszy raz w 1840 obraz autorstwa brytyjskiego malarza Williama Turnera. Dzieło znajduje się w Museum of Fine Arts w Bostonie w Stanach Zjednoczonych i w zbiorach Samuela

View
Dawno temu... Samuel

Samuel (Nosferatu)
Buffalo, czerwiec 1901 roku

LogoNosferatuRedOparty ręką o gzyms kominka wpatrywał się w płomienie pochłaniające wrzucone doń listy. To był jego czwarty letarg i w dodatku najkrótszy, ale i tak po przebudzeniu poczuł się samotny i zziębnięty. To nie był chłód w rozumieniu fizjologicznym. Raczej pustka. Tęsknota. Żal po stracie Rustama nie minął mimo iż upłynęło już pięćdziesiąt lat. W końcu to blisko dwa wieki wspólnych doświadczeń i fascynacji zmianami świata.

Teraz to widział. To nie było dobre przebudzenie. I jeszcze to. Zapadł w sen w nadziei iż ziarna jakie zasiał zakwitną i przyniosą spodziewane plony. Teraz spotkał go wielki zawód. Nadal był samotny. Swego Daru nie przekaże wybranej osobie. Ktoś go ubiegł. Widział ją wczoraj wieczorem.
Stała w tłumie rozgorączkowanych robotników. Czuł wielką charyzmę, pragnienie zmian.. Niemal widział jak jej energia niczym światło paleniska ogarnia otaczających ją ludzi. Taki potencjał.. Pokiwał głową.
Był zły.. Bardzo zły. Zdusił gniew i odwrócił się do siedzącego w fotelu przystojnego młodzieńca. Ten drgnął czując na sobie Wzrok, mimo to splótł dłonie by zapanować nad drżeniem. Dobrze. Pomyślał. Nicolas był mu winien przysługę. O to co zamierzał nie będzie rościł pretensji.
– Panie Bloom – Przeciągnął ostatnią literę – Bardzo ceniłem pańskiego ojca za dyskrecję i profesjonalizm.
– A my pana, jako najważniejszego naszego klienta.
– Przykro mi zatem było stwierdzić iż moje zamierzenia się nie dopełniły. A nakłady zostały zniweczone.
Młodzieniec skinął głową i pokręcił z wahaniem głową.
– Pan wybaczy, wydał pan szczegółowe polecenia i zostały one zrealizowane. Datki na sierociniec przekazywano regularnie, opłaty za szkołę i inne z tym związane zobowiązania były natychmiast regulowane. Panie hrabio, nie mogliśmy przewidzieć temperamentu tej panny. Jej ucieczka, potem fascynacja programem socjalistów, nieudane małżeństwo, strata dziecka a teraz inny opiekun. Naprawdę jest nam przykro. To było niespodziewane, nikt nie mógł przewidzieć.
– Ja mogłem… I ktoś mnie ubiegł.
– Przepraszam, nie rozumiem. Próbowaliśmy dotrzeć do jej .. Opiekuna. Ale było to niemożliwe. Wiemy że zniknął. O tym jesteśmy pewni. Pojawiło się nawet imię. Loke. Jak ze skandynawskiej mitologii.
– Nie szkodzi. Proszę więcej w tej kwestii już nic nie robić. Panie Bloom, rozumiem iż jest Pan spadkobiercą i całkowicie przejął pan schedę po ojcu?
– Tak, panie Liberszyc.
– Doskonale. Widzę iż ojciec zdradził Panu kim jestem… Proszę nie przeczyć, widzę to, chodź muszę przyznać potrafi Pan to maskować. Dlatego możesz pan być dla mnie użyteczny. Bez ogródek spytam czy podda się pan …
– Mój ojciec panu odmówił – Samuel przytaknął.
– Ceniłem tę niezależność.
– Ja tego nie zrobię. Czekałem na to i bałem się.. że nie doczekam – opanowanie całkiem opuściło mężczyznę. Nawet ramiona mu drżały – Jestem gotowy… Panie.
– Dobrze… Przybliż się…
– Ja, Samuel Liberszyc, pan Poenari przyjmuję cię na moją służbę. Oto moja krew, którą cie naznaczam. Da ci siłę i moc, da opiekę której potrzebujesz, da potęgę której pragniesz. Twoja krew należy zaś do mnie i do mnie należy twe posłuszeństwo… a teraz pij…

View
Całkiem niedawno w Detroit III

No dobrze, może i pachniały krwią Samanty, ale w niczym nie studziło to moich emocji. To że czegoś nie rozwaliłem, nie wpadłem w szał ani nie poleciałem do niej od razu to jakiś cud. Znaczy, siła samokontroli. I cud. Przez dwadzieścia kilka lat żyłem, z braku lepszego określenia, w przekonaniu, że jestem kimś. Przynajmniej dla niej. W końcu nie byle komu przekazuje się dar… A jednak byle komu. A jednak jestem tylko kolejnym obiektem jakiegoś chorego eksperymentu. Którym? Dlaczego? Kolejne pytania do listy. Kto wysadził knajpę? Kto mnie śledzi? Kto rzuca kłody pod nogi? Dlaczego? Kto ich uwięził i podrzucił w klubie? Dlaczego? …

Wystarczy. Tryb grzecznego chłopca czas zawiesić na kołeczku. Kiedyś się przyda. . Po pierwsze, operacja „Freedom”. Jakoś przekonam Lailę. Po drugie, książka. Udało się. Mieszanina determinacji i mocy nieśmiertelnej krwi dała radę. Jak przypuszczałem, zawartość jest ciekawa. Teraz tylko 2 tygodnie spokoju, żeby ją przeczytać. Po trzecie …. Kto znowu dzwoni!!?. .. Po trzecie poważna rozmowa z rodzicem.. Poszła nawet nieźle. Nie, żeby powiedziała całą prawdę, nie. Ale trochę prawdy to już jakiś postęp.
Dziewczyny pojechały obejrzeć schronienie Santucciego. Hmm. Nie zabranie mnie na przeszukanie schronienia wampira … było pewnym rozczarowaniem. Trochę cieszyłem się na tą wizytę. Pewnie coś bym ciekawego znalazł. Może nawet rzuciłoby to nieco światła na sytuację. Ale nic straconego, pewnie jeszcze tam leży.. Przywiozły stamtąd kluczyk do skrytki. OK, zlokalizowaliśmy skrytkę, odzyskaliśmy zawartość. Czyli film. Santucci ewidentnie interesował (lub interesuje) się tematem drugiej wojny i dzieci, które po wojnie trafiły w te okolice. Film też był …wojenny. Hitlerowcy zapędzają ludzi do jakiegoś artefaktu, sarkofagu czy monumentu a ten wysysa z ludzi życie. Jednym z hitlerowców jest Brell. SS. To rzuca nowe światło na naszego ukochanego Antoine. Sporo wyjaśnia.
Tymczasem, w międzyczasie, sytuacja postanowiła znowu się skomplikować. Zaprosiła nas do siebie Ashante. W trybie pilnym. I zażądała zwrotu tego co zabraliśmy. Z nory Kruka. To było nawet miłe. Dowiedziałem się co Alessa zabrała z rzeczonej nory. Czyli próbki krwi różnych wampirów. W tym Samanty. Niestety, nie tego szukała Ashante. A właściwie wilkołaki. Jakaś pieczęć, która może otworzyć bramę, przez którą przepełznie coś potwornego. Albo zamknąć bramę zanim coś przepełznie. Więc jak nie oddamy, to wilkołaki będą szaleć po mieście. Palić, gwałcić, mordować. Skoro są tacy straszni, to ciekawe czemu sami nie potrafią znaleźć swojego magicznego kamienia. Nie lubię gości z przerostem wiary w siebie. Wiem, może sam też to mam, ale ciężko się z nimi negocjuje.
Nieważne. Trzeba poszukać tej nieszczęsnej pieczęci, bo znowu będzie trzeba sprzątać klub po jakiejś zadymie. No i zapewne ma to związek z Brellem, Krukiem i ich albo jego planami. A plany trzeba pokrzyżować, bo… No właśnie, Ashante twierdzi, że to potomek Brella nam bruździ. Jakub jakoś od początku nie wzbudził sympatii i trochę pasuje jako klocek tej układanki. Znacznie lepiej, niż Kruk. Z drugiej strony, jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby książę tak bez oporów czyścił swoje stronnictwo. Aż tylu sojuszników w tym mieście nie ma, żeby beztrosko pozbyć się kogokolwiek. Czyli Brell zapewne wbija mu kołek w plecy. Słodko. To już chyba wolałbym Samuela.. Chociaż w sumie to nie wiem..

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.