Saga Detroit

Dwa miesiące później

Dwa miesiące później przyszła pocztówka. Adres napisano eleganckim pismem. Poza tym nie zawierała nic więcej…

View
Przedstawienie

Layla (Daeva)

Leżę. Jestem zmęczona, potwornie zmęczona. Ostatkiem sił próbuję się poruszyć, nic z tego, on jest silniejszy. Paraliżujący ból przeszywa moje rozdarte gardło i zmiażdżoną rękę, oczy pieką, prawie nie widzę. Wiem ze za chwilę zginę. Nienawistny wzrok księcia przeszywa mnie na wskroś. Ręka ze sztyletem unosi się i zaraz ostrze dosięgnie mojego serca. Uderzenie, potworny ból w klatce piersiowej, znowu się budzę.

Ile to już dni? Tydzień? Kiedy przestanę śnić? Co noc rozgrywam ten sam bój. Najpierw nachylam się nad Brellem i szeptam mu do ucha: tej nocy będziesz mój, a potem już tylko walczymy. Później znowu słowa księcia : wszyscy jesteśmy jego dziećmi i atak. Potem budzę się.
Znowu tęsknię. Czy jeszcze kiedyś zobaczę Santucciego?
Praktycznie przeniosłam się do jego schronienia, próbuję zachować jak najwięcej wspomnień, wchłonąć zapach jego perfum unoszących się w powietrzu. Układam kamień koło siebie i pogrążam się we śnie. Może znowu go ujrzę?
Mamy Succuba, w nagrodę, w końcu czynnie uczestniczyliśmy w przewrocie. Oficjalnie David go ma, no cóż, skoro ma oficjalnie to niech się męczy oficjalnie, ja chętnie popatrzę, może się czegoś nauczę. On na pewno tak.
Jakoś tak mi dziwnie. Zmieniłam trochę styl. Nosze białe kostiumy, dopasowane w talii, podkreślające moją sylwetkę, wysokie buty, też białe, (czyżbym biały aż tak bardzo polubiła?) też najdroższe, wszystko z najwyższej półki. Wydaję te cholerną kasę łudząc się ze zrzucam krople goryczy jaka we mnie kipi. Tylko lilię czarną często widać w moich włosach.
A teraz po kolei:

Trafiliśmy na spotkanie do elizjum – tym razem był to klub Succub. Książę postanowił zorganizować przyjęcie wraz z pokazem mody. Piękne modelki, piękni modele, świeża młoda krew w pięknych ciałach, oj niejeden mężczyzna czy młoda kobieta byliby niezłym materiałem do przeistoczenia.
Wampiry też jakby inaczej ubrane. A my czyli nasza koteria, no cóż, mamy własny styl, Dawid jak zwykle po swojemu – muszę swoją drogą coś z tym zrobić bo wstyd mi przynosi, Allessa jak zwykle po swojemu – czyli próba połączenia klasyki i ekstrawagancji, i stylu szkolnego. Uff, swoją drogą, zawsze mnie intryguje jej ubiór, a raczej dekoncentruje. Często zastanawiam się czy ona właśnie robi to w celu wprowadzenia przeciwnika w zakłopotanie? Może jej fundnę jakiś kurs?

A ja? W białej pięknej sukni od Samuela. Oj długo nad nią myślałam, z jednej strony założyć sukienkę darowaną to jakby pozbyć się swojego ja, swojego stylu, wcale nie najgorszego, przyjąć prezent taki to jak uzależnić się od kogoś, no cóż, uzależniłam się – pycha zwyciężyła. Wiedziałam ze będę olśniewająca. I chyba opłacało się, bo sukienka okazała się być zbroją, dzięki temu sztylet księcia nie przebił mnie. Oczywiście wiedźmy pomogły i chwała im za to.

To, że każdy chciał ugrać swoje było sprawą oczywistą. Książę chciał sprowokować Samuela, Samuel i pozostali chcieli zdemaskować Brella, ja tez, ja naiwnie myśląc chciałam dowiedzieć się czegoś na temat zniknięcia Santucciego, oczywiście odkuć się na Brellu to była podstawa. Każdy miał też swoje małe biznesy do załatwienia. Jednak wspólnym mianownikiem był Brell.- Przewodni cel naszej koterii czyli mnie, Allessy i Dawida akurat zbiegał się z celem Samuela. Zresztą, prawdę mówiąc, jak ktoś bawi się w demonologa to musi się liczyć z tym, że skończy tak jak skończy.
Ale do rzeczy, usiadłam w loży – nie mogłam odmówić zaproszeniu ze strony Brella, cały czas skupiając się na nim. W zasadzie marzyłam o bezpośrednim combacie za Santucciego, ale jakie miałam szanse? Na dodatek w elizjum.
Po pokazie książę zaczął grać swa grę, razem z Brellem chcieli zabawić się kosztem Samuela – czy chcieli przerobić dziewczynę na prowiant czy na wampira, tego nie wiemy, nie wyszło, punkt dla nas.
Wskoczyłam na scenę, gdzieś obok Allessa tez się miotała, nie do końca wiem co robiła, patrzyłam tylko na dwa znienawidzone obiekty. I dziewczynę. Odeszła, udało się, Brell i książę wściekli się – punkt dla mnie, trochę mną cisnęli, no cóż, silni byli, wiadomo – punkt dla nich.
Po czym Samuel rozpoczął swój pokaz. Brel został zdemaskowany, publicznie pokazano ze bawi się w rytuały demonologiczne. I został oskarżony. No cóż, a ja jak zwykle, musiałam dorzucić coś od siebie i dostałam po łapach, nie abym żałowała bo nie żałuję; oskarżyłam Brella o to iż ma coś wspólnego z zaginięciem Santucciego. Ktoś krzyknął: dowody! Ech, mój najważniejszy dowód jest w ukryciu. Aż tak szalona nie jestem aby zabierać coś cennego w publiczne miejsce.
No więc ktoś zaproponował pojedynek. Oczywiście zapewne pojedynek był zaplanowany, szkoda tylko ze mnie nie uprzedzono. Wszystko było zaplanowane. No, może poza śmiercią księcia. Samuel -przecież powiedział: „nie ruszać księcia”.
Ale do tego dojdziemy.
Pojedynek: ja kontra Brell, hmm, niezła perspektywa, zginąć z jego rąk, no cóż, nie tak miało to wyglądać. Jakie miałam szanse? Chyba małe, jednak był sporo ode mnie starszy i potężniejszy. Zaproponować kogoś w zamian? Bez sensu, czułabym się jak zdrajca, musiałam z nim walczyć, aby chociaż trochę odreagować zniknięcie mojego stwórcy. Brella nienawidziłam, jak to mówią ludzie: no risk, no fun.
Był combat, udało się. Brell zginął. Tej nocy jednak był mój.

No i się zaczęło. Poczułam tę wściekłość skierowaną w moim kierunku. Naprawdę byłam jak dziecko. Ale książę był zbyt wściekły, ja zaś miałam jedną szansę i z niej skorzystałam. Grzecznie poprosiłam aby wyznał czy miał coś wspólnego z poczynaniami Brella. Miał, wyznał, część wampirów na pewno zamarła. No cóż, książę sekundę potem miażdżył moje kości, ale o tym już wspomniałam, potem Samuel wkroczył do akcji, zabił księcia, mnie wyciągnięto z płonącego kręgu, niewiele pamiętam.

Fuck fuck fuck, i tak wyszło nie tak, jak miało wyjść, Brell miał mi wyznać osobiście gdzie jest Santucci, a tak? Za szybko zginął. Znowu jestem o krok w tył.

Samuel miał pomóc odnaleźć Santucciego, przysiągł na swoją krew, nie wywiązał się. Odszedł.
Nie wiem ile w tym było moich zasług w unicestwieniu Brella, ile nie moich, nie ważne. Ważne że go już nie ma, chociaż nie do końca, bo kto mi wyzna resztę tajemnic? Samanta? Gule księcia i Brela? W ich schronieniu coś znajdę? Czy może znowu mam odsprzedać część siebie i prosić kogoś o pomoc. .
A teraz śnię o czym śnię, noce spędzam w Succubie, jakoś nie mam ochoty zaciągać moich kochanków, bo czuję że ich pozabijam. Moja frustracja jest silna, tęsknota też, wszystko jest do dupy. Niby awansowałam, każdy krąg chciałby, abym do niego przystąpiła. Zapewne tylko dlatego, że lepiej mieć wampira od wyznań obok jak naprzeciw, ale mniejsza z tym. To ja wybieram.
I cóż z tego? Czy pozycja społeczna, władza i inne profity przyniosą to czego chcę?

A póki co, to wystarczy tego pisania – i tak przesadziłam, jak na mnie:))

View
Całkiem niedawno w Detroit VI

Nudy trochę nie wyszły. Cóż, wszyscy wiedzieli, że nie wyjdą.

Atmosfera była nabuzowana. Zasadniczo, nabuzowana w pozytywnym znaczeniu, ale i tak mi się nie podobała. Po pierwsze nie sprzyjała zachowaniu samokontroli, po drugie od przeładowania bodźców kręciło mi się w głowie jakbym przed chwilą oberwał gazrurką.

Przeładowanie nasiliło się jeszcze, kiedy Ashante zaciągnęła mnie na parkiet. Z drugiej strony przynajmniej przestałem się martwić o samokontrolę..

Z rozmowy z Ashante oczywiście nic nie wyszło. Podobnie z Samantą. Przyprowadziła jakiegoś kolesia, co już samo w sobie było dziwne. Po co nosić drewno do lasu?? Ok, przyznam, że było w nim coś…. innego, ale bez przesady. Była przekonana, że Samuel przegra. W końcu pomogła księciu. Przyszło mi do głowy, że patrzę na swojego następcę. Mamy umówione spotkanie po imprezie. Wtedy mam zginąć? Ciekawe, czy mój poprzednik też tak na mnie patrzył i zastanawiał się o co chodzi…

Smutne. Fajnie było, kiedy byliśmy przyjaciółmi.

Ech, trzeba się chwilę ponudzić zanim się zacznie…

Pokaz był nudny. To w sumie było miłe. W końcu coś szło zgodnie z planem. Na koniec pokazu pojawiła się dziewczyna Samuela… I się zaczęło. Pojawił się Kruk. Wyświetlił się film o Brellu. Oskarżenia, zamieszanie. Laila nie omieszkała skorzystać z okazji i wepchnąć swoją szpilę. Brella poniosło i zrzucił ją z podium. Ups, przemoc w elizjum. Ludzie ewakuowani. Plus minus nadal zgodnie z planem.

Do czasu. Skąd VanHagen wpadł na pomysł z pojedynkiem? Laila przeciw Brellowi? Poważnie?? W to wszystko wlazła Alessa z jakimiś sztyletami. Co??

OK. Widać pojedynek był ustawiony, plan jest dopracowany, skomplikowany i wogóle. Szkoda tylko, że ktoś zapomniał poinformować o nim głównego wykonawcę. W ciągu sekund wpadłem na 8 sposobów jak Laila mogła go zepsuć przez swoją niewiedzę. W sumie, wtedy nie miałem jakiegoś przekonania, że plan toczy się tak jak powinien. Mnie też nikt nie poinformował. Nie, żebym się dziwił, nie jestem w tym planie nawet pionkiem…

Zauważyłem tajniaków próbujących jakichś sztuczek przeciw Judzie, więc skorzystałem z okazji i jednego rozbroiłem. Miałem jakieś przeczucie, że spluwa może się przydać..

Rozejrzałem się za innymi aktorami tego przedstawienia. Samuel stał spokojnie pod kolumną. za jego plecami Jakub. Ok, może nie jestem pionkiem w tej grze, ale tego karalucha przynajmniej zneutralizuję.Kiedy wygodnie usadowiłem się za Jego plecami, ktoś pomyślał, że na Samuela karaluch może nie wystarczyć. Pojawiła się Ravenna. Siostra księcia i miss diabolistów we własnej osobie. Miałem przesrane…

Tymczasem pojedynek toczył się zaskakująco dobrze. Znaczy był wyrównany. Brell nie zmiótł Laili w trzy sekundy, i to już było dziwne. Ale w sumie .. pojedynek był ustawiony, a Juda, kiedy ostatnio ją widziałem szalała z jakimś rytuałem..

Ravenna mnie zauważyła. Przemiła konwersacja, mała groźba tu i tam. Prawie przeoczyłem przez to finał przedstawienia. Brell przeteleportował się za plecy Laili, ona machnęła nożem za siebie i to trafienie okazało się fatalne w skutkach. Przeszło mi przez myśl, że powinna była od początku zamknąć oczy i zdać się na moc…

Nasz ulubiony syn księcia zaległ w kałuży krwi. Ale na tym się nie skończyło. O nie . Lailę poniósł entuzjazm.

– “Wiedziałeś o tym książę? Powiedz!!!” … No i powiedział.

To zdecydowanie nie należało do planu. Nie ruszać księcia – mówili. A teraz mamy małą wojnę domową. Co więcej, chcąc nie chcąc, raczej stoję już po jednej ze stron.

Przyłożyłem Ravennie pistolet do tyłu głowy i odpaliłem. Niestety, w ostatniej chwili zauważyła, więc odstrzeliłem jej zaledwie kawałek czaszki z uchem. Miałem nadzieję, na malowniczy rozbryzg jej mózgu na scenie. Kątem oka zobaczyłem karalucha samotnie ruszającego na Samuela. Szkoda, miałem nadzieję, że sam wyrwę mu gardło.

Książę masakrował Lailę, ale nie mogłem tak zostawić Ravenny. W końcu leżała na ziemi i z trudem się podnosiła. Pierwsza zasada Miyamoto Musashiego. “Nie pozwól, żeby twój przeciwnik podniósł twarz”. Wypróżniłem magazynek w okolicę jej głowy. Książę chwycił Lailę i uniósł sztylet. Było już za późno, więc odgryzłem Ravennie kawał szyi i urwałem jej głowę. Cios sztyletu zatrzymał się na sukni. Co za barany. Mogła mieć 10 powodów, żeby nie założyć tej sukni… plany w planach..

Suknia najwyraźniej przekierowała ranę w księcia. Samuel dokonał egzekucji. I to by było na tyle. Zabawa skończona.

Samuel się wyniósł, Laila znowu otarła się o śmierć. Dzień jak co dzień. No i oczywiście po odwaleniu brudnej roboty zostaliśmy grzecznie wyproszeni z podziału łupów. Normalka.

Kilka dni później mój stwórca zaprosił mnie na przekąskę z mojego następcy. Przeprosiny?? Idiotka. Naprawdę myśli, że jakiś tost naprawi wszystko po tym jak unikała, kłamała, oszukiwała i zapewne planowała mnie zabić?

Tościka??

Nie sądzę, żeby miała wyrzuty sumienia. Ale chce udawać, ok. Możemy poudawać. Może mnie jeszcze kilku tricków nauczyć. Garść informacji trzeba od niej wyciągnąć. Prawdziwe czy udawane wyrzuty sumienia mogą w tym pomóc.

Ale zaufania nie kupuje się tościkiem. Ooo nie..

View
Napisy końcowe

Samuel.jpg

Nie przejmuję się moją reputacją
Żyjesz przeszłością, a to jest nowa generacja
Dziewczyna może robić to co chce i to jest to
Czego ja chcę
Nie przejmuję się moją złą reputacją
O nie. Nie ja
Nie przejmuję się moją reputacją
Nigdy nie mówiłam, że chcę poprawić moją pozycję
I jest dobrze tylko wtedy
Gdy się bawię
I nie muszę nikogo prosić
I nie przejmuję się
moją złą reputacją
O nie. Nie ja
O nie. Nie ja
Nie przejmuję się moją reputacją
Nigdy nie bałam się o moje odchylenia
Naprawdę się tym nie przejmuje
Jeżeli myślisz, że jestem dziwna
Nie zmienię się
I nigdy się nieprzejmuję
moją złą reputacją
O nie. Nie ja
O nie. Nie ja
Pedały!
Nie przejmuję się moją reputacją
Świat ma problem
Że nie ma ze mną komunikacji
I każdy może powiedzieć
Co chce powiedzieć
W każdym razie nie będzie lepiej
Więc czemu mam się przejmować
Swoją złą reputacją?
O nie. Nie ja
O nie. Nie ja

Nie przejmuję się moją złą reputacją
Żyjesz przeszłością,
A to jest nowa generacja
I jest dobrze tylko wtedy
Kiedy nie cierpię
I tak ma pozostać
Że nie przejmuję się
moją złą reputacją
O nie. Nie ja
O nie. Nie ja
Nie ja.Nie ja

View
Me And The Devil

Early this morning, he knocked on my door
Early this morning he knocked on my door
I said „Hello, Satan, I believe it’s time to go”
Me and The Devil are walkin’ side by side
Me and The Devil are walkin’ side by side
Well, I’m goin’ to beat my man until I get satisfied
He says I don’t do him right
That I dog him around
Well, babe, you know you ain’t treating me right
He says I don’t do him right
that I dog him around
Well, it must be this old evil spirit
So deep down within the ground
You may bury my body down by the highway side
…oh, babe I don’t care what you do with my body
You may bury my body down by the highway side
So my old evil spirit can catch a Greyhound bus and ride
Early this morning, he knocked on my door
Now me and The Devil are walking side by side
Side by side

View
Całkiem niedawno w Detroit V

Wiemy gdzie idziemy. Jasne…. Nic nie wiemy.Wylądowaliśmy nie w kanale, tylko jakimś miejscu poza światem. Sen? Inny wymiar?

Mało istotne. Nie lubię miejsc, w których nie działa fizyka. Zwłaszcza miejsc, które kontroluje ktoś inny. Ktoś z fatalnym gustem w kwestii wystroju wnętrz. Naprawdę, jeśli potrafi sobie zrobić jakąś międzywymiarową kieszeń, to nie mógł jej zrobić kapkę czystszej? Po co komu to brodzenie w szlamie?
No i oczywiście kolejne pytania. Skąd Malkowich znał to miejsce?
No ale od początku.
Na początku dziewczyny się grzebały. Spotkanie tu, spotkanie tam. Niecierpliwość mnie zżerała, a to spotkanko, a tu knajpka. Oczywiście w rezultacie tych poślizgów nie zdążyłem na swoją randkę w porcie, ale kto by się tym przejął..
W końcu dotarliśmy do tunelu, wejście techniczne. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, w który nie chce mi się wierzyć zgasło światło. Nie mam czasu tego sprawdzać, więc założę, że to Malkowich i zapomnę o tym. Zgasło, weszliśmy, znaleźliśmy dziwne miejsce. Wspominałem już o moich wrażeniach. Oblesne i niefajne. Who cares..
W środku działy się rzeczy, które nie do końca ogarniam. Zombie znikąd, portale działające różnie na różne osoby. Cuda. Dość, że znaleźliśmy Kruka. Znaleźliśmy kamień. Znaleźliśmy ciało Santucciego. Ciało rozpadło się w proch, ale została po nim iskierka.
Pisałem już, że tego nie ogarniam?
W końcu wyszliśmy. Dniało, więc nie zdążyłem na spotkanie w porcie. Ktoś przypłynął. Dobrze, że Samanta akurat miała moment klarownego umysłu i się pojawiła. Chyba. Szkoda, że następnego wieczora miała atak Alzhaimera, więc wiele od niej nie wyciągnąłem.
Ponadto musieliśmy improwizować, więc oddaliśmy Kruka Malkoviczowi. Czyli w praktyce zapewne Samuelowi.
OK. Pomógł znaleźć to miejsce, należy mu się.
Następny dzień rozpocząłem eksperymentowaniem. Kamyk był zdecydowanie gorącym towarem i zdecydowanie nie planowałem go trzymać zbyt długo, ale nie mogłem się powstrzymać. To było ciekawe. Coś jak dostęp do milionów istnień z opcją na skoncentrowaniu się na jednym z nich. Co prawda potem pojawia się potwór, ale. .. Trochę straszne, bo brak kontroli nad sobą, ale potencjalnie bardzo kuszące. Ile mógłbym się dowiedzieć, kiedy nauczyłbym się to kontrolować… Ale jeszcze nie czas na to.
Muszę zacząć od jakiegoś solidniejszego zabezpieczenia mojego małego bunkra, żeby przechowywać tu takie skarby. Na razie trzeba pożegnać się z kamykiem.
Wpadłem po Lailę i ruszyliśmy do Ashante. A właściwie jak się okazało na spotkanie z Ashante. I trójką wilkołaków. Oczywiście, coś musiało pójść źle. Laili puściły nerwy i rzuciła się na wilkołaki. Co jej strzeliło do głowy, żeby biec do nich zamiast w przeciwną stronę?? Ashante na szczęście ją złapała, ale i tak udało jej się zrujnować rozmowy o interesach. Ech…
No nic. Przy okazji, dostałem do zbadania iskierkę Santucciego. Tym razem, było to trochę niejasne i zakręcone. Niewiele z tego zrozumiałem. I z całą pewnością mam już dość wizji na dziś. Laila miała po tym wszystkim skombinować jakąś przekąskę, ale wsiąkła w jakimś barze. Jej pojmowanie słowa „szybko” wymaga zredefiniowania. Czekać aż kogoś poderwie i ryzykować atak głodu? Nieee. Wszedłem do pierwszego lepszego mieszkania, walnąłem w łeb gościa i dopadłem babkę..
Wow. To było coś. Była inna. Zdecydowanie inna i lepsza od całego tego stada owiec, które spijałem przez ostatnie lata. Bardzo ciekawe doświadczenie. Normalnie muszę poznać człowieka, żeby zauważyć jego ewentualną wartość. U niej po prostu ją poczułem. Temat doczeka się kontynuacji. Wkrótce.
Tymczasem dostałem objawienia. Kim jest panienka na której zależy Samuelowi? Daleka krewna? A może po prostu upatrzona i hodowana kandydatka do przeistoczenia?

Ciekawe, ale oczywiście nie ma na to czasu. Spotkanie z Malkovic’em ubarwione eksplozją talentu Laili, wiele nie wniosło. Spotkanie z Samuelem połączone z seansem kinowym, było bardziej .. owocne. Film trafił w jego ręce. Przyrzekł na swoją krew pomóc Laili. Zobaczymy co z tego wyniknie. Przy okazji, w kinie pojawił się Breq. Hmm. Bez chwili zwłoki podałem jego głowę na tacy Samuelowi. Może ciut za szybko, ale lepiej, żeby dowiedział się ode mnie, niż od kogoś innego. Zobaczymy, czy uda się z tej informacji wyciągnąć coś więcej.
Czas na imprezę u księcia. Ciekawe czy to zamiast tego balu, który miałem organizować, czy dodatkowo..Ech, kroi się nudny wieczór…

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.