Saga Detroit

Samanta

Samanta Connors (Mekhet)

Osłabienie nie minęło po odpoczynku. Było nawet głębsze niż myślała. Wampirzyca przesunęła stalowe drzwi i przeszła do drugiego pomieszczenia. Żelbetowe ściany były surowe, ze śladami po deskowaniu. Do sufitu przymocowano stalowe haki z łańcuchami.

Na jednym z nich wisiała młoda dziewczyna dostarczona przez ghula przedwczoraj, a może wczoraj. Nie pamiętała. Tak to jeszcze jeden z objawów. Nawet David zaczął to dostrzegać. Dziwne iż pojawiły się szybciej niż myślała.

Gdy zrobiła krok w kierunku dziewczyny omal nie upadła. Głód przyszedł falą. Wściekła za własną słabość Samanta wgryzła się w dziewczynę. Za pierwszym razem nie trafiła w tętnicę tylko wyrwała kawałek ciała. Krew buchnęła strumieniem. Zanurzyła się w czerwonym strumieniu. Piła całym ciałem. Dziewczyna zmarła po posiłku. Samanta odsunęła się.

Trzeba się spieszyć.

W skrytce została jeszcze tylko jedna porcja lekarstwa. Ale czy David będzie w stanie jej pomóc? Czy jest na tyle silny, czy zyskał już odpowiednią siłę by pomógł jej zmierzyć się z klątwą…

Noc spędziła w Pokoju Pamięci. Tak go nazwała. Przed świtem wykonała kilka telefonów. Podjęła decyzję. Nie podda się Białemu Snu jak nazywał go jej Stwórca. Uśmiechnęła się. On na pewno nie będzie już śnił….

Ale David… i Layla. Myślał że nie wyczuła jak się pożywiali. I córka Amandy. Niebezpiecznie zbliżają się do Samuela. A do tego nie mogła dopuścić…

View
Całkiem niedawno w Detroit II

David Cortez (Mekhet)

LogoMekhetRedWizje wizjami, ale jedno jest pewne. Ktoś nami pogrywa. Bolesna świadomość. Bycie wykorzystywanym to jedno. Wykorzystywała mnie CIA, wykorzystywała Sam, zdarza się. Ale wtedy przynajmniej wiedziałem że jestem wykorzystywany i na ogół mniej więcej po co. Teraz mam najwyżej 3-4 podejrzanych i zero wskazówek na temat agendy. No cóż, nie ma co się nad sobą użalać, trzeba w końcu coś wyjaśnić. I dla odmiany samemu coś wysadzić.

Szczególnie, że najwyraźniej niejedna osoba kopie pod nami dół. Porwanie trzech starszych wampirów to raczej poważny interes. Rysowanie ptaków na drzwiach, nasyłanie kontroli i gangerów to raczej mniejszy kaliber. Zdecydowanie w naszym zasięgu. Pytanie, czy to Kruk, czy ktoś się pod niego podszywa. Strzelam w opcję nr. 2, ale trzeba to potwierdzić.. Przynajmniej, po tym jak rozprawił się z ludźmi których zatrudnił, mam przekonanie, że to wampir.

Sam ma odloty i ataki amnezji. Zdecydowanie bardziej pasował mi układ, kiedy to ona mnie niańczyła, nie na odwrót. Szczególnie, że cały czas nie mówi mi wszystkiego, z przerwami na kłamanie. Ciekawe kiedy się zorientuje, że oszukiwanie mnie nie przychodzi jej już tak łatwo jak kiedyś…

Wspominałem już, że samobójca, który rozwalił mi knajpę miał na ciele jakieś dziwne runy czy symbole? Alessa też miała styczność z tą symboliką u jakiejś dziewczyny w fundacji. Podobne miał koleś, który odebrał z portu dwie Francuzki. No i w końcu udało mi się ruszyć ten temat. Spotkanie z rumuńskim profesorem było pełne niespodzianek. Po pierwsze, nie byłem tam pierwszy. Policja i Opus Dei też bada temat. Po drugie, zabezpieczył się całkiem profesjonalnym kręgiem ochronnym. Czarodziej jakiś, czy coś?.. Ależ mnie kusiło, żeby sprawdzić jak jest odporny. Po trzecie, bezczelnie mnie sprawdzał. Podejrzewał, czy wiedział kim jestem? Po czwarte, poza papką dla mas, sprezentował/ pożyczył mi książkę. Nic, że wypaliła mi rękę. Nic, że nie potrafię jej otworzyć. Porządne zabezpieczenia świadczą na ogół o wartościowej zawartości…

Ale nie tak od razu. Oczywiście impreza na cmentarzu nie miała szans w konkurencji z nową książką. Do czasu. Telefon z tekstem „Jak chcesz uratować tą twoją Lailę to bądź na cmentarzu za 2 minuty” wpisywał się w serię irracjonalnych zachowań mojego stwórcy. Latać mnie jeszcze nie nauczyła. Niemniej zwinąłem się natychmiast i dojechałem 20 minut później..

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Sam stoi przed parą bliźniaków i pojedynkuje się wzrokiem a Laila wisi wczepiona w bramę cmentarza. Jak się później dowiedziałem, Laila zobaczyła Santucciego z dwoma francuzkami i chciała go uratować. Taa, faktycznie potrzebował ratunku..No i oczywiście ratunek musiał polegać na przebijaniu głową muru.. Albo bramy..

Ale żarty na bok. Bliźniaki wyglądały poważnie. Pręty wbite w Lailę żyły i owijały się wokół. Sam przywitała mnie jękiem z gatunku „uciekaj, bo zginiesz”. Klimat jej przyszedł na heroizm.. Spróbowałem w głowę z przyłożenia, ale.. pistolet nie wystrzelił. Cóż, to by było zbyt proste. Sam wyglądała, jakby miała się zaraz przewrócić, więc uznałem, że taktyczny odwrót jest najlepszym rozwiązaniem. Pociąłem trochę Lailę nożem, żeby luźniej wisiała na prętach i wyszarpnąłem ją z bramy. Wrzuciłem do samochodu i odpaliłem. Przejechałem koło Sam, żeby mogła wskoczyć na pokład i zniknęliśmy za rogiem. Za sobą usłyszeliśmy krzyk ostatecznej śmierci wampira.

Chwila przerwy na leczenie i ustalenie co się właściwie stało. Okazało się, że Alessa też uczestniczyła w zabawie, ale dostała szybki mentalny Knock-out. Laila otarła się o śmierć.

Wniosek: Skakanie na gościa pojedynczo jest raczej bezcelowe. Niestety współpraca i zgranie przychodzi wampirom cholernie trudno..

W ten sposób francuski wylądowały wysoko na liście priorytetów. Skoczyliśmy na drugi cmentarz zobaczyć grób przy którym widzieliśmy je po raz pierwszy. Laila znalazła ciuchy Santucciego. Sam oczywiście gdzieś się zawieruszyła. Może to i lepiej, bo kiedy Laila postanowiła rozkopać nagrobek znaleźliśmy dwie rzeczy. Runy ochronne i zwłoki. Pięć kompletów zwłok. Szkieletów właściwie. Dwa z nich śmierdziały krwią Samanty… Moją…

View
Słodkich snów

Słodkie sny są z tego stworzone
Kim jestem, aby się z tym nie zgodzić?
Przemierzyłem świat i siedem mórz
Wszyscy czegoś szukają
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystac
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich użył
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystać
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich wykorzystał
Słodkie sny są z tego stworzone
Kim jestem, aby się z tym nie zgodzić?
Przemierzyłem świat i siedem mórz
Wszyscy czegoś szukają
Niektórzy z nich chcą cię użyć
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich użył
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystać
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich wykorzystał
Chcę cię użyć i wykorzystać
Chcę wiedzieć, co w tobie siedzi
Rusz się! Rusz się!
Rusz się! Rusz się!
Rusz się! Rusz się!
Rusz się!
Podnieś głowę wysoko, rusz się
Trzymaj głowę wysoko, rusz się
Podnieś głowę wysoko, rusz się
Trzymaj głowę wysoko, rusz się
Podnieś głowę wysoko, rusz się
Trzymaj głowę wysoko, rusz się
Słodkie sny są z tego stworzone
Kim jestem, aby się z tym nie zgodzić?
Przemierzyłem świat i siedem mórz
Wszyscy czegoś szukają
Niektórzy z nich chcą cię użyć
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich użył
Niektórzy z nich chcą cię wykorzystać
Niektórzy z nich chcą, abyś ty ich wykorzystał
Chcę cię użyć i wykorzystać
Chcę wiedzieć co w tobie siedzi
Użyję cię i wykorzystam
Chcę wiedzieć co w tobie siedzi

View
Zabierze nas wiatr

Ja nie boję się drogi, którą muszę przejść,
Wy musicie to zobaczyć, musicie tego spróbować,
W różnych kierunkach, aż do nicości,
A wszystko zmierza ku lepszemu…

Wiatr je poniesie…

Blask wiadomości do Wielkiej Niedźwiedzicy,
I trajektorię lotu,
Do welwetu chwili,
Nawet, jeśli w pustkę…

Wiatr je poniesie…
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr…

Czułość w zasięgu strzału,
Rozdzierający ból otwartych ran,
Smak innych dni,
Wczoraj i jutro…

Wiatr je poniesie…

Kody genetyczne naszych ciał,
Chromosomy w atmosferze,
Taksówki do innych galaktyk,
I lot mojego zaczarowanego dywanu…

Wiatr je poniesie…
Wszystko zniknie,
Kiedy poniesie nas wiatr…

Perfumy o zapachu naszych martwych lat,
Tych, które mogą zapukać do waszych drzwi,
Nieskończoność przeznaczenia,
Nasza przeszłość, co ją zatrzyma?

Wiatr je poniesie…

W czasie przypływu
Kiedy każdy robi rachunek sumienia
Zabieram ze sobą, wyżłobioną w moim cieniu
Garść Twoich prochów…

Wiatr je poniesie,
Wszystko zniknie,
Kiedy zabierze nas wiatr…

View
Całkiem niedawno w Detroit
David Cortez

Wszystkie ważne rzeczy w życiu zaczynają się od wybuchu. Poważnie.

Pierwszy był wybuch gazu w kamienicy obok. Miałem może 10 lat i siedziałem ulicę dalej. Mieli chyba jakiś remont. Coś walnęło. Spodobało mi się na tyle, że postanowiłem „jak dorosnę zostanę żołnierzem”. Miałem na tyle rozsądku, żeby nie zafascynowała mnie fucha gościa, który remontuje kamienice i wybucha razem z niesprawną butlą czegoś..
Drugi wybuch był ciekawszy, wybuchał kawałek libijskiej rafinerii. Trochę improwizowany, ale operacja leżała i musiałem jakoś odwrócić uwagę „tubylców” i osłonić odwrót. Ten wybuch zwrócił na mnie czyjąś uwagę i z grzecznego żołnierza Delty zmieniłem się w najemnika opłacanego przez CIA.

Parę lat później, kiedy mój kumpel stracił nogę w wybuchu miny, zdecydowałem, że za stary już na to jestem. Potem w Detroit, kilka ulic od miejsca w którym wybuchłem pewnego kubańskiego handlarza bronią, spotkałem Samantę.

No a teraz ktoś się wysadza w moim klubie. Żałosne. Nie ma nic żałośniejszego, niż zamachowiec samobójca. Żadnej finezji. No ale pomijając już estetyczne ułomności tego wybuchu, zdemolował klub. I nie mogę go za to zabić..

W dodatku celem wydaje się być młody Nikitycz… Nie, żebym po nim płakał. Jednego ruskiego mniej. Ale kolejny problem. No, przesada, kolejna robota.

Kolejna. Klub do remontu, gliny, FBI.. Ruscy na szczęście w całym tym bajzlu wykazali się rozsądkiem. Kondolencje kwiaty, podejrzenia skierowane w inną stronę i po problemie. Gliny i FBI poszwędali się i poszli. Straty zostały. Ubezpieczenie się ślimaczy a zagonienie Laili do roboty bywa trudniejsze, niż obłaskawienie szefa ruskiej mafii, który właśnie stracił syna. No właśnie…

Samanta zniknęła. Santucci zniknął. Amanda zniknęła. Nie wiem, czy Samanta przygotowała mnie lepiej do jakiejś niezależności, czy taki już byłem, ale dziewczyny zniosły to gorzej. Laila kompletnie nie mogła się skupić. Pewnie specyfika klanu. Albo poza.

W sumie rozumiem Alessę. Samanta i Santucci dali znak życia. miałki i niepewny, ale dali. Amanda zniknęła a w schronieniu były ślady walki. To dawało podstawy do niepokoju. Sprzedanie się Nosferatu to może trochę przesadna reakcja, ale… kto wie, może jest to jakieś podejście. Na pewno ciekawy eksperyment. Wart obserwacji.

Nie powiem, żebym się nie martwił. Sam niby dzwoni, ale jej nie słychać. Ktoś podrzuca mi do schronienia jej fotki. Fotki ze spotkań, których ona nie pamięta (tjaa, w całym zamieszaniu pojawiła się na chwilę i znowu zniknęła). Pamiętała natomiast dziury w pamięci. No i zasadniczo nasze spotkanie było raczej ewakuacją na gorąco. Ścigali ją ludzie przygotowani do walki z wampirem. Dziwne rzeczy..

Niemniej w całym tym bajzlu ze stwórcami wydaję się być najbardziej wyluzowany. Wiem, bezstronnym obserwatorem to ja nie jestem..

Ale do rzeczy. Ktoś podrzucił mi fotki do schronienia. Nie nagrał się na monitoringu.. Schronienie spalone. Świetnie. Jakoś w tym czasie pojawił się kolejny wybuch. Wydawało mi się, że ktoś siedzi w moim samochodzie. Więc wysiadłem i wysadziłem go. No i trochę zignorowałem temat. Błąd. Zignorowane problemy mają tendencję do wracania ze zdwojoną siłą. Ale w całym tym chaosie ciężko wszystko obskoczyć.

Do chaosu dołączyły jeszcze 2 wampiry które postanowiły wylądować w porcie. Jeden z nich postanowił się przedstawić i oczywiście książę się wściekł. Debil. Jakby wjazd i wyjazd z tego miasta były dla kogokolwiek (poza Saltem) problemem. Jestem całkiem przekonany, że mógłbym przemycić mu do miasta i 50 wampirów i wszystkich przyprowadzić, żeby się przedstawili. Dzięki mnie przynajmniej wiedział jak te francuski się tu dostały i że są tu dwie. A ten zamiast być wdzięcznym dalej stroi fochy, że czegoś nie dopilnowałem. Idiota. I jeszcze proponuje mi zorganizowanie dorocznego balu. Może jeszcze codzienne śniadanko.. To był pierwszy moment kiedy przemknęło mi przez głowę, czy też nie sprzedać się Nosferatu. To była ciekawa myśl, ale długo nie pożyła. Za duży chaos.. A biznes leży odłogiem…

No dobra chaos chaosem, ale trzeba by to wszystko poukładać. Pierwszy efekt wydawał się pochodzić ze sprzedania się Alessy. Dostała lokację Amandy. Ja dostałem zlecenie od Samuela, żeby jej pomóc. Drań. Na pewno wiedział, że lokacja to melina Kruka. Pewnie wiedział, że miejsce śmierdzi. Mógł nie wiedzieć, że spotkamy tam wilkołaka. Ale i tak wydaje się, że chciał nas lub niektórych z nas wrobić lub uwikłać. Robocza hipoteza: chciał nas uwikłać w konflikt z Krukiem / Brellem, żeby zwalić na nas jego zabójstwo. Nawiasem pisząc, piękny przykład przesadnego polegania na pomocy starszych. Ciekawe jak będzie musiała zapłacić za telefon Samuela do mnie..

Akcja mogła skończyć się różnie, zważywszy na cokolwiek irracjonalną i impulsywną szarżę Alessy. Na szczęście spotkany tam wcześniej Wilkołak był na tyle miły, że swym cielskiem rozbroił pułapki na wejściu. Był też na tyle niekompetentny, że nic w środku nie znalazł. I poszedł. My znaleźliśmy. Nie Amandę, ale jakieś ukryte laboratorium. I strzegące je stworzenie. Nazwa robocza: demon. Nie z tego świata zdecydowanie. I mówi to wampir.

Ta noc dopiero się jednak zaczynała. Po powrocie w Kalashnikovie znaleźliśmy naszych kochanych stwórców. Ładnie zakołkowanych, ułożonych w równe kółeczko. Dookoła moi pracownicy, totalnie zdominowani (na moje niewprawne oko). A w środku martwy Brell.

Patrzyłem i nie wierzyłem, jak dwa wampiry, władcy świata, rzucają się bez chwili zastanowienia w środek ekstremalnie dziwnej i ukartowanej sytuacji, która mogła się okazać wszystkim od pułapki poczynając. Całe moje życiowe i nieżyciowe doświadczenie krzyczało do mnie, że jak kumpel wszedł na minę, to nie pomogę mu biegnąc do niego z łzami w oczach i detonując następną minę obok. Ale pobiegły.. Co zrobić. Postarałem się przynajmniej zaimprowizować zabezpieczenie terenu, kiedy one szarpały się z kołkami. Dwa kołki nie wytrzymały szarpania a Alessa zaczęła strzelać do Santucciego, kiedy ten postanowił jej pomóc w wyciąganiu kołka Amandy. Pełen profesjonalizm… A podobno to faceci myślą innymi organami niż mózg… No dobra przyznam, że ciągnęło mnie do kołka Sam, i to bardzo, ale mózg wygrał. To się robi niebezpieczne powoli. Ja tam zasadniczo jestem za koterią i współpracą, naprawdę, ale jak tak dalej pójdzie to one zabiją mnie szybciej niż Samuel. Muszę coś wymyślić..

Na szczęście nic nie wybuchło. Wszyscy wstali i zaczęli myśleć. Usunąć świadków, usunąć dowody. Ci nasi „rodzice” zaczynają działać mi na nerwy. Oczywiście poznikali i zajęli się swoimi sprawami. A Wy dzieci radźcie sobie sami. Zlikwidowałem ciało, Laila posprzątała a Alessa podrzuciła telefon do domu Kruka. Gdzie przy okazji coś znalazła. I bezczelnie zagarnęła dla siebie. Nie, żebym się jej dziwił. Nie wykluczam, że zrobiłbym podobnie.. Ech, miejmy tylko nadzieję, że nie trafi z tym do Samuela. Ale to potem.

Najpierw, spęd u księcia. Spęd nie potoczył się jak było planowane. Frakcja Nosferatu pojawiła się w mundurkach i ewidentnie coś kombinowała, ale w ostatniej chwili odpuścili. Dlatego, że książę przedstawił wszystkim swojego wnuka? Czy dlatego, że Brell, którego ciało godzinę wcześniej wrzuciłem do pieca hutniczego stał sobie jak nigdy nic u boku księcia?

Strzelałbym w opcję nr. 2. Hmm. Nie daje mi spokoju wizja Alessy zaciągającej długi u starego Samuela, proszącej o strzępy informacji o jej stwórcy i Amandy leżącej sobie w tej samej kamienicy kilka pięter niżej z kołeczkiem w sercu….

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.