Dawid Cortez

Description:

klan: Mekhet
syn Samanthy Connors.

Za udział w buncie Samuela i zniszczenie Ravenny otrzymał w nagrodę domenę z klubem Succuba włącznie. Mówi się iż handluje bronią, ma również na swoich usługach kilka gangów.
Pozostaje w bardzo bliskich relacjach z Lailą Hamilton – wraz z nią kontroluje dwie domeny w tym dwa kluby nocne: niezwykły Kalashnikov i ekskluzywny Succub Club

Bio:

Jestem David. David Cortez. I nie nie zawsze tak się nazywałem. Moje stare nazwisko trochę się zużyło. Kiedy strzelasz do ludzi w takich miejscach jak Libia czy Afganistan, lepiej nie przywiązywać się do swojej tożsamości. Jasne, wszystko niby bezpieczne w państwowych archiwach. Ale co będzie za rok, dziesięć? Może państwo zmieni politykę, może jakiś fanatyczny polityk postanowi zrobić czystkę, może jakiś hacker włamie się do archiwum. A jakiś szejk, mułła czy inny watażka postanowi się zemścić za życie swojego wujka czy spaloną rafinerię. A wtedy cóż. Możesz być super profesjonalistą, ale kuli snajpera trudno się unika.

A więc zmieniłem tożsamość ze 3 razy. Raz z pomocą agencji, potem sam. Nieoficjalnie standardowa procedura. Znikniętych latynosów szuka się na południu. Więc wylądowałem w NY. Potem na wszelki wypadek trzecia zmiana i przeprowadzka do Detroit. Taa. Tylko idiota wybrałby Detroit zamiast Bora Bora. Ale jakoś nie miałem już klimatu na ciepłe kraje..
A poza tym na Bora Bora można tylko leżeć na plaży z drinkiem. Nudy. Żadnych eksplozji… Detroit jest ciekawsze. Jakaś drobna robótka od czasu do czasu. Bez przegięć, żeby się nie wychylać.. Czasem samemu, czasem z kimś, czasem tylko pośrednicząc. Z czasem coraz częściej pośrednicząc. Coś się działo..
Jakiś tam niepozorny Kolumbijczyk. Broń, narkotyki, standard. Konkurencja w tej branży bywa ostra. Robota była pilna, więc poszedłem sam. Miał nawet kompetentnych ochroniarzy i pilnowali samochodu, kiedy wychodził. Zaparkowałem przed nimi a kiedy odjeżdżali, zdetonowałem mały IED. Potem dla pewności poprawiłem małym koktajlem mołotowa. No i sobie poszedłem.
Kilka zaułków dalej, ktoś chwycił mnie za ramię. To nie powinno się zdarzyć. Robota niby prosta, ale jednak nerwy, adrenalina, czujność. A ktoś mnie chwycił za ramię. Nie, żebym to wtedy analizował. Odruchowy unik zawsze ma tu pierwszeństwo. Już w czasie uniku zauważyłem nadlatującą głowę. Z misia od tyłu?? No cóż, tego też nie analizowałem. Łokciem odbiłem mu głowę do góry jednocześnie uginając kolana i schodząc z linii ciosu obrotem. Wylądowałem po jej prawej. Tak, jej. Teraz zauważyłem kobiecą sylwetkę. Zaczynała do mnie docierać absurdalność całej sytuacji. Kilka szybkich prostych po nerkach i żebrach, kopniecie od tyłu pod kolano, żeby zmusić ją do klęknięcia i obrócić plecami do mnie. Dlaczego jakaś laska napada mnie w ciemnym zaułku i wali z misia od tyłu?? Prawy prosty w szczękę od tyłu z góry obrócił jej głowę w lewo, chwyciłem i gwałtownie szarpnąłem w przeciwnym kierunku. Chrupnęło. Rozejrzałem się. Była sama. Sprawdziłem czy żyje i szybko przeszukałem. Brak tętna, portfel i komórka. Kilka kroków dalej stał kontener na śmieci. Bez sensu zostawiać trupa na środku zaułka więc otworzyłem kontener. Usłyszałem za plecami chrupnięcie. Babka stała i rozcierała sobie kark.
- Do kosza? Jaja sobie robisz?
Przed chwilą nie żyła, przecież sprawdziłem… A teraz stoi i gada.
- No i widzisz, przez Ciebie jestem głodna..
Zniknęła. Tak po prostu. Przez chwilę zastanawiałem się, czy ona wogóle tam była. Może kopnął mnie jakiś syndrom powojenny i mam halucynacje? Ale nie, w kieszeni ciążył dodatkowy portfel i komórka. Cóż kiedy nie możesz wygrać walki, wiej… Nie zdążyłem. Oberwałem w plecy czymś ciężkim i wylądowałem na ziemi. Zanim się pozbierałem, leciałem w kierunku ściany. A potem poczułem ukłucie na szyi i odechciało mi się walczyć.
Było fajnie. Potem ciemno. Kiedy zrobiło się jasno, nie było już tak fajnie. Bolało.
Po jakimś czasie przeszło. Siedziała naprzeciwko i bawiła się moim nożem. Obok mnie leżały zwłoki jakiegoś gościa, ale to nie miało znaczenia. Znowu docierała do mnie absurdalność sytuacji. Chciałem JĄ wyrzucić do kosza … Idiota.
Do dzisiaj nie wiem, czy wpadła na mnie przypadkiem, czy planowała mnie przemienić od jakiegoś czasu. W sumie, mało mnie to interesuje. Otrzymałem dar.
Dar. Zdecydowanie bardziej dar niż przekleństwo. Oczywiście nie ma róży bez kolców, ale róża to róża. Kolce można omijać, można stępić lub wyrwać. Dojdziemy do tego. Mam w końcu sporo czasu.. Oczywiście, pierwsze miesiące po przemianie były przepełnione entuzjazmem. Otworzył się przede mną nowy świat, nowe możliwości. Dopiero potem zacząłem zauważać, że z nowym światem pojawiły się nowe łańcuchy. Teraz jestem trochę mądrzejszy, ale i tak nie żałuję.
Słońce, głód, bestia… No i oczywiście wampirza wersja wyścigu szczurów. Wyścig szczurów… no cóż, na razie mam za krótkie łapki. Mogę najwyżej uważać, żeby ktoś mnie przez przypadek nie zdeptał. Szczerze mówiąc, nie wiem czy kiedykolwiek poważnie mnie zainteresuje. Jak napisał klasyk, w grze o tron wygrywasz albo umierasz. Znacznie ciekawsze wydaje się zwalczanie własnych słabości. Zrywanie łańcuchów. Droga do doskonałości.
Bestia wydaje się najprostsza. Siła woli najczęściej wystarcza. Głód i słońce mogą wymagać rozwiązań powszechnie uznawanych za nadnaturalne.
Nowy świat jest pełen możliwości, trzeba je tylko znaleźć.
Trzeba ich tylko poszukać…

Zabawki Davida

Wspomniana torba podróżuje w moim bagażniku od dość dawna. Przeżyła już kilka samochodów. Nie jest jakoś szczególnie oryginalna. Znamy torbę O’Connela, czy pewien futerał na gitarę.
Ot kilka podręcznych drobiazgów, które mogą się przydać daleko od domu w mieście bezpiecznym i spokojnym.
Torba zasadniczo jeździ w bagażniku. Oczywiście preferuję nowoczesny sprzęt, w większości zbudowany z lekkich polimerów, ale całość i tak waży ponad dwadzieścia kilo.
A więc do rzeczy:

HK416.

Poręczny i uniwersalny karabinek szturmowy na nabój 5,56 mm. Można go zasypać piaskiem, utopić w błocie lub wodzie, wyciągnąć i strzelać. Solidna szybkostrzelność, uniwersalny nabój. Nie jest broń snajperska, ale z celownik z przybliżeniem x4 jest wystarczająco precyzyjny na średnim dystansie.
HK MP7.

Łączy manewrowość i niewielki odrzut pistoletu maszynowego z penetracją karabinu szturmowego. Przynajmniej na bliskim dystansie. Broń jest ewenementem, ponieważ nie powstała dla żadnego istniejącego typu amunicji. Amunicję zaprojektowano specjalnie dla niej. Nabój 4,6×30 nie jest więc specjalnie popularny ani łatwy do kupienia. W rekach prywatnych jest oczywiście nielegalna.
Dlaczego? Bardzo kompaktowa, spokojnie mieści się pod płaszczem w kaburze na udzie.
Przymocowanie do niej tłumika zajmuje sekundy, a dzięki niewielkiemu kalibrowi jest wtedy bardzo cicha. jednocześnie w przeciwieństwie do pistoletów i pistoletów maszynowych, bez problemu przebija policyjną kamizelkę czy hełm antyterrorysty.

Oczywiście, wszystko ma swoje wady. mały kaliber to mała dziura i mała siła powalająca.Tym nabojem, najlepiej trafić kilka razy. Albo w głowę.
HK P30.
Rozwinięcie znanego i uznanego HK USP. Jak wszystkie produkty Heckler und Koch, solidny i niezawodny i ergonomiczny. Strzela solidnym nabojem .40S&W.
Jeśli musisz zatrzymać szarżującego wilkołaka…..lepiej mieć coś większego. Ale solidny pistolet można nosić pod kurtką a w ostateczności lepszy wróbel w garści..
A jeśli przez przypadek zaopatrzyłeś się w garść srebrnych pocisków….
Dodajmy do tego małą kolekcję noży (H&K), latarkę albo dwie (H&K) i ze trzy kołki (własnej produkcji). Linka, kominiarka, gogle, bluza, kabury i pas taktyczny. Ze 4 granaty i 2 kostki C4. Zawsze przydatny solidny łom oraz garść narzędzi do bardziej subtelnego pokonywania drzwi.
Oraz last but not least:

Najnowszy nabytek. Z dedykacją dla spokrewnionego, który ostatnio rzuca nam kłody pod nogi.
Ma wiele zalet. Najważniejszą jest oczywiście cichy wystrzał, ale bełt uderza z solidną siłą i łatwo przebija lekkie pancerze. Ponadto, trójgraniasty, ząbkowany grot powinien uszkodzić zwłoki znacznie poważniej niż kula z pistoletu. Nie wspominając o tym drobnym efekcie ubocznym, kiedy drewniane drzewce bełtu utknie w sercu..

Dawid Cortez

Saga Detroit BringMeThatHorizon Bohun