Saga Detroit

Wielka draka w małej dzielnicy

Krew zdążyła już zakrzepnąć na tłustej ceramicznej posadzce. Mimo iż pusta, w hali ubojni śmierdziało tłuszczem, mięsem i krwią. Z prowadnic zwisały stalowe haki. McRoy pochylił się nad pierwszym z leżących w rzędzie ciał. Stojący obok niego mężczyzna nerwowo tarł policzki. Był blady i miał sińce pod oczami. Miligan czasem nadużywał ale w granicach normy.
- Wszyscy martwi, cała piątka w tym nasz człowiek. Najdziwniejsze że towar leży nieruszony. Tych pięciu należy do Błękitnych, mają dziary na plecach. Nasz, to Timmy. O ten, tu – wskazał na jakiegoś blondyna. Miał tu dyżur. Kilka razy zdążył strzelić. Był sam, bo uznaliśmy że meta jest pewna. Wiedziałem o niej ja, James ze swoimi chłopakami no i Timmy. Jak Błękitni się dowiedzieli – ni chuja nie wiem.
- Sprawdź czy niczego nie brakuje, Jack – McRoy zwrócił się do stojącego za nim brodatego mężczyzny. Głos miał spokojny. Przyjrzał się nieboszczykom. Zostali tu zaciągnięci, ale żyli. Wykończono ich tutaj. Spokojna egzekucja. Dwa strzały w korpus jeden w głowę. Niczym zabójcy z Mossadu. Więc ktoś trzeci wszedł tu w trakcie napadu i załatwił wszystkich. Tylko czemu nie wzięli towaru. Rozejrzał się. Wszystkie ślady równo zadeptane. Gliny ze swoim sprzętem dałyby radę. Może. Ale to raczej wykluczone.
- Timmego załatwili Błekitni, a ktoś trzeci załatwił Błękitnych. Ciekawe kto?
- Ta.. Kurwa, chyba nasz anioł stróż.
- Co?
- Anioł stróż, kurwa.
- Co ty pieprzysz?
- Mówię poważnie. Pokażę Ci coś jeszcze. Jest na ścianie tuż nad towarem – skazał ręką Miligan.
McCoy odwrócił się. Drewniane skrzynie z bronią stojące pod ścianą naprzeciwko zwłok miały lekko uchylone pokrywy. Jack odkładał właśnie łom.
- I co Jack?
- Wszystko OK, szefie. Wszystko ładniutko. Żadnej klameczko nie brakuje. Leżą wszyściuchie równiutko w przegródeczkach jak je w Belfaście zapakowali.
Przynajmniej to. Klienci dostaną towar i straty nie będzie. McCoy spojrzał pytająco na Miligana
- No to co chcesz mi pokazać?
- Moment. Musze zgasić światło i włączyć te niebieskie lampy.
- Co?
- No wiesz te do dezynsekcji czy jakoś tak.. – Miligan podszedł do włączników oświetlenia. Rozległ się lekki trzask i salę zalała fioletowa poświata.
Oczy zabitych miały święcące obwódki niczym pomalowane.
Nad towarem błyszczał dotychczas niewidoczny napis:

And Shepherds we shall be. 
""I staniemy się pasterzami""
For thee, my Lord, for thee. 
""Dla Ciebie mój panie dla Ciebie""
Power hath descended forth from Thy hand. 
""Z Potęgą otrzymaną prosto z Twej dłoni""
Our feet may swiftly carry out Thy command. 
""Nasze nogi nieść mogą spokojnie Twe rozkazy""
So we shall flew river forth to Thee. 
""Tak więc rozlejemy rzekę ku Tobie""
And teeming with souls shall it ever be. 
""I poskramiać duszę będziemy na wieki""
E Nomini Patri E Fili E Spiritus Sancti. 
""W imię ojca i syna i ducha świętego.""

Ja pierdzielę. Chyba muszę zadzwonić.. – pomyślał McCoy. Tydzień temu meta w porcie. Teraz to. Ale to tu, to coś zgoła innego. I wykraczało poza zwykłe Interesy. Dotykało tych drugich.

Comments

BringMeThatHorizon BringMeThatHorizon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.