Saga Detroit

Kiedy przejeżdżałam koło Fundacji prosto pod koła mojego samochodu wyszła kobieta. Była cała brudna, ubrana w białą, szpitalną koszulę. Patrzyła prosto na mnie. Wtedy spojrzałam jej oczami. Ja też wczoraj tak patrzałam schwytana przez zbliżające się ślepia reflektorów. Nie. Nie wczoraj, niegdyś.
Virginia.jpgJedną ręką ciężko się prowadzi. Wyminęłam ją, ale straciłam panowanie nad pojazdem. Dachowanie, potem szamotanina by wyplątać się z pogiętej blachy. Dziewczyna wyrwała zaklinowane drzwi samochodu. Z całą pewnością dysponowała nieprzeciętną siłą. Wyciągnęła do mnie rękę jakby coś podając i odezwała się po łacinie. Zastygłam kiedy uświadomiłam sobie, że znam ten język. Wystarczyło bym skupiła się na moment a dziwna bariera w moim umyśle zaczęła pękać i już niemal zrozumiałam. Wtedy samochód wybuchł.
Leżąc w jednej z kryjówek mojej matki i lecząc oparzenia, miałam krótką chwilę na poukładanie w głowie ostatnich wydarzeń.
Po zdemaskowaniu i obaleniu Devraux, w którym nasza koteria odegrała znaczącą rolę moja pozycja w społeczności wyraźnie wzrosła. Zostałam przyjęta do Kręgu Wiedźm, a jako asystentka Kanclerza uzyskałam dostęp do wielu informacji. Akurat tylu by zorientować się jak wiele pozostaje ukryte. Oczywiście zadawanie zbyt wielu pytań powoduje tylko, że słyszy się wiele kłamstw, a istotne sprawy zostają pospiesznie wepchnięte głębiej pod powierzchnię. Dlatego nie zapytałam czemu poprzestano na uwolnieniu Salta, syna Nicolasa, a nie poszukuje się uczestników Buntu Siedmiu Sióstr skazanych na wieczność. Odpowiedź na to pytanie jest zresztą zabawnie prosta. Nie jest przyjemnie patrzeć w twarz swoim błędom. Nikt nie lubi tych co mącą wodę. A tutaj, przy brzegach Detroit ktoś zlecił badania dna. Czy ma to jakiś związek z wykupieniem Siedmiu Sióstr przez korporację „Solar” i reprezentującą ją kancelarię Gunnar & Partners? Tutejsze kręgi musiały stwierdzić, że coś jest na rzeczy. Wręcz stawały na kłach by dostać się na przyjęcie zorganizowane na otwarcie inwestycji i nawiązać kontakt z reprezentującym Zarząd Victorem Neumanem.
Przypadkiem jemu akurat zależało na spotkaniu ze mną. Chciał pozyskać pewien przedmiot który wylicytowałam na aukcji dzieł sztuki. Teraz odkrył, że artefakt ten jest mu niezbędny do magicznego rytuału. Neuman chce sprowadzić ze świata zmarłych swoją ukochaną. Istny Odyseusz, miłość ponad grób, ach drżyj moje czułe serce.
Jego serce niewątpliwie źle bije. Chyba jakaś poważna wada. Jest u szczytu kariery, sukcesu, nie chce umierać. Rytuał ma pewnie pokonać śmierć lub co bardziej prawdopodobne otworzyć przejście do miejsca gdzie ona nie istnieje. Kłamstwa zwykle więcej mówią o kłamcy niż prawda.
Chętnie odstąpiłabym mu ten przedmiot, w zamian za poznanie owego rytuału i możliwość bycia świadkiem jego przeprowadzenia. Taka wiedza wzmocniłaby moją pozycję w Kręgu Wiedźm. Niestety kupowałam go dla Samuela a nie dla siebie, a Samuel wyjechał. Skontaktowałam się z jego ghulem i okazało się że artefakt został pozostawiony do mojej dyspozycji i może mi być przekazany w ciągu dwóch nocy. Litości, tak jawną manipulację można wręcz potraktować jako obrazę. Nie wiedząc jeszcze, czy będę w stanie pozyskać obiekt, Neuman „wypłacił” mi zaliczkę w ramach zachęty. Była nią informacja której poszukiwałam. Widać Samuel pragnie zmącić wodę, ale przy użyciu długiej wędki.
Informacje spływają do mnie strumieniem wąskim, ale nieprzerwanym. Spotkałam się z Nemo. Pomyślałam, że skoro wszyscy zwracają się do niego w sprawach ostatecznych, to może będzie miał ochotę na konwersację nieco lżejszego kalibru. Chciałam dowiedzieć się czegoś o matce Davida i upewnić, że moje podejrzenia iż zabija swoje dzieci są zasadne. Rzeczywiście chodzi o klątwę która każe jej pożywiać się własną krwią. Nemo dorzucił jeszcze kilka zaskakujących informacji odnośnie koligacji rodzinnych jego samego i wampirów biorących udział w Buncie Siedmiu Sióstr. Może po prostu chciał się wygadać, gdyż raczej nikt nie przychodzi do niego na ploteczki. Zważywszy efekty uboczne trudno się dziwić. Po godzinie rozmowy uschła mi ręka.
Twierdzi, że osiągnął spokój, równowagę i zupełnie wycofał się z dance macabre. Jego syn musi go za to nienawidzić. Nie angażowanie się oznacza, że pozwolił by dwoje wampirów z jego krwi (dzieci jego potomka) zostały skazane „ na wieczność” za udział w rebelii i pozwala by dalej pozostały uwięzione.
Tak, na pewno wspomniał o tym ze względu na moją otwartą i szczerą osobowość. Nie mógł przecież wiedzieć iż szukam klienta na pewną informację i że mogę włożyć kij w mrowisko także dlatego że naprawdę, ale to naprawdę nienawidzę więzień. Cóż, mogę torturować, zabijać i czerpię z tego radość. Akceptuję rolę drapieżnika, ale nawet najgorszego wroga nie skazałabym na wieczne zamknięcie, głód, samotność, brak jakichkolwiek bodźców. Bestia zapadnie w letarg, wycofa się czekając, ale czysta świadomość pozostanie. Jak długo może tak przetrwać?
David na szczęście w porę przejrzał na oczy i sam zajął się swoją Matką. Chwała mu za to bo całą energię koterii trzeba było ukierunkować na wyciągnięcie Laili z policyjnego bagna.
Ghul i jakiś dwóch odmieńców pozbawionych połowy narządów wewnętrznych, pozabijało się nawzajem w mieszkaniu Santuchiego. Mieszkanie to, po zniknięciu (oby ostatecznym) Ojca zamieszkiwała Laila. Po spryskaniu luminolem policja znalazła ścianę pokrytą magicznymi symbolami wymalowanymi krwią. Nie koloryzując ta ściana była najmniej zakrwawionym miejscem w mieszkaniu. Ciężarówka próbek ruszyła do laboratorium.
Udało mi się trochę spowolnić pracę policji. Inspektor Jack Rivers prowadzący dochodzenie miał jednak w nosie naciski i Laila musiała udać się na przesłuchanie, ze mną i załatwionym przeze mnie prawnikiem.
Do tej pory świetnie się bawiłam, naprawdę. To było jak gra, taniec w kółeczku, idzie lisek koło drogi, nie ma ręki… ha, ha, ha.
Było w nim coś dziwnego, w Riversie. Pozostawał niewrażliwy na moce Laili więc postanowiłam mu się przyjrzeć, tak poprzez i na wskroś i on był…Zażartował; nalał mi wody święconej do szklanki. Kiedy nasze umysły spotkały się, szklanka pękła i woda sparzyła mnie jak wrzątek. Rozumiecie? Woda święcona nie działa na wampiry, chyba że osoba która jej używa naprawdę wierzy, bywa no nie. Ale on nie był osobą tylko Strażnikiem. Widziałam go tylko przez chwilę, ale rozpoznałam. Tak poza rozumem jak kot rozpozna że to nie mysz a maska myszy i nie należy skakać lecz uciekać chyba że nie ma wyjścia wtedy drapać i gryźć by samemu nie stać się myszą bo lepiej zginąć a kot ma dziewięć żyć więc co tam. Ciekawe którą z nas zobaczył: Alessę, kota czy mysz.
Teraz siedzę w swojej fundacji, która jest jakby bardziej. Patrzę na uśpioną dziewczynę, uciekinierkę jak ja. Czekam aż narkotyki przestaną działać, obudzi się i będziemy mogły porozmawiać. W języku który sobie przypomniałam. Czekam by przekazała mi klucz do wczoraj.

Comments

BringMeThatHorizon BringMeThatHorizon

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.